07.11.2019

Zużycia października

W ubiegłym miesiącu wyjątkowo nie obrodziło u mnie śmieciami, a kosz z segregowanym plastikiem sobie nie pojadł. Dlatego będzie szybko i na temat, cobyście zdążyli jeszcze dopić poranną kawę i cobym zdążyła ja. 

Zużycia października 2019


Co ciekawe, nie dość że zużyło się niewiele, to jeszcze w grupie niewielu pojawiły się kosmetyki, których nie wyskrobałam do dna, ponieważ: a) były beznadziejne, b) stały za długo. Taki denkowy zastój może oznaczać tylko jedno: w listopadzie będzie się działo! Już widzę, jak kolejne kosmetyki nieśmiało chowają się ze swoimi marnymi resztkami za wypełnionymi po brzegi kolegami. Tymczasem dziś żegnamy tych oto:


The Ordinary, Squalane Cleanser – to nawilżająca emulsja do oczyszczania i demakijażu, która z postaci mleczka po roztarciu na suchej skórze zamienia się w coś nieco bardziej oleistego, a przy zmywaniu znów staje się mleczkiem. Mój ulubiony skwalan przy oczyszczaniu dużo mi nie pomoże, za to wpłynął na zapach (na minus – to ta sama nuta co przy savon noir i mydle z Aleppo, bo i skwalan pochodzi z oliwek). Poza tym produkt jest mało wydajny (to tylko 50 ml!) i nie domywa makijażu oczu tak dobrze jak moje ulubione masło rumiankowe z TBS, choć wciąż jest w porządku. Można go za to lubić za wyjątkową delikatność, naturalny skład i fakt, że bez problemu zmywa się wodą (czego o tłustym maśle The Body Shop nie można powiedzieć). Nie wysusza, nie niszczy naturalnej bariery ochronnej naskórka, pozostawia buzię gładką i nietłustą. Squalane Cleanser towarzyszył mi w trakcie wyjazdów i tu nieduża tubka okazała się dużą zaletą. Ogólnie jestem raczej na tak, chociaż miło by było, gdyby pachniał lepiej od czarnego mydła.

Bielenda, Śmietanka do oczyszczania i demakijażu Opuncja figowa + Aloes – ogólnie to ja nie przepadam za mleczkami do demakijażu, ale słowo „śmietanka” oczywiście sprawiło, że poleciałam do sklepu w podskokach i nabyłam, mając nadzieję, że może śmietankowe oczyszczanie okaże się lepsze od mleczkowego. No cóż. Śmietanka = mleczko. Bardzo spodobał mi się piękny, świeży zapach, butelka z wygodną pompką, skład też na plus. Niestety, przy mieszanej w kierunku tłustej cerze takie oczyszczanie nie gra najlepiej, bo skóra jest obciążona olejami, gliceryną i innym ciężkim, tłustym wszystkim. Cery suche, dojrzałe mogłyby się cieszyć, ale ja czułam się niedomyta i w większości przypadków sięgałam po drugi produkt. W efekcie zużyłam 3/4 opakowania w trybie mocno sraczkowatym i wyrzucam niedokończoną butelkę po wyraźnym przekroczeniu przepisowych 4 miesięcy od otwarcia (właściwości się nie zmieniły jakby co).

The Body Shop, Moringa Shower Gel – to z kolei nie mój zapach i sama nigdy bym go nie wybrała, ale ludzie od zeszłorocznego kalendarza adwentowego (klik) zdecydowali za mnie. Jest pięknie kwiatowy, ale bardzo intensywny. Na szczęście w żelu pod prysznic do zniesienia – z mazidłem do ciała już nie dałam rady i przekazałam dalej. Wiem jednak, że ten wariant zapachowy ma swoje wielbicielki, więc złego słowa nie powiem. Tylko tyle, że Moringa nie dla każdego.


Farmona, Radical, Szampon wzmacniający do włosów osłabionych i wypadających (miniatura) – to mój ulubiony szampon na wyjazdy i siłownię. Robię wszystko, żeby kąpać się po treningu w domu, dla czasem wychodzi inaczej i na tę okazję Radical jest super – nie robi z włosami cudów, ale też nie zostawia ulizanych, cienkich psitek.

The Body Shop, Drops Of Youth, Youth Cream /recenzja/ – to, jak na razie, najbardziej rozczarowujący kosmetyk TBS, jakiego używałam. Skład jest koszmarny, najgorsza możliwa chemia + intensywny (ładny) zapach. Zrobiłam kilka podejść, ale chyba tylko po to, żeby mieć pewność, że to się nie może udać. INCI i szczegóły w podlinkowanej recenzji. Wywalam prawie cały słoik, bo nie przyszłoby mi do głowy, żeby komuś innemu wciskać ten kosmetyk.



Catrice, All Matt Plus, podkład matujący w odcieniu 010 Light Beige – ale długo u mnie stał! I w ogóle się nie zepsuł, choć dawno przekroczył 12 miesięcy od otwarcia, które zaplanował dla niego producent. Używałam od czasu do czasu i zużyłam większość, ale nie wszystko, bo idealnie nie było. Podkład ma średnie krycie, które można zbudować kosztem widoczności (szczególnie podkreśla rozszerzone pory), średnio też trzyma mat. Nałożony ostrożnie, bardzo ładnie wygląda na skórze, kolor 010 jest przyjemnie jasny i neutralny, w sam raz na zimę dla nieekstremalnych bladziochów. Dobrze aplikuje się zarówno gąbką, jak i palcami, najgorzej pędzlem, bo wtedy łatwo zrobić nim widoczną szpachelkę. Dla mnie za mało żółty i za mało matujący, ale i tak z tych lepszych drogeryjnych.

MAC, Patent Polish w odcieniu Revved Up – bardzo polubiłam komfortową, niewysuszającą, „mokrą” formułę grubaśnych kredek do ust Patent Polish, ale odcień Revved Up najmniej mi się podobał. To ciepła brzoskwinia, wpadająca nawet lekko w pomarańczowe tony, w dodatku z widocznym złotym blaskiem. Z niepełnym kryciem, nietrwała i niespecjalnie twarzowa. Zbierała się w liniach ust. Mimo wszystko zużyłam całą, bo latem wsadziłam ją do torebki i niejednokrotnie ratowała mnie w ciągu dnia, podczas gdy w domowej szufladzie marnieją o wiele ciekawsze, ładniejsze kolory. Zrozum babę.

Golden Rose, Longstay Precise Browliner – odpowiednio twarda, cieniutka, a więc bardzo precyzyjna konturówka do brwi w ładnym, jasnym i chłodnym odcieniu 107 dla jasnych blondynek. Pozwalała dorysować pojedyncze włoski, wypełnić prześwity, których u mnie pełno i jeszcze wyczesać całość dołączoną wygodną szczoteczką. Na minus tylko wydajność – mam wrażenie, że kredka zużyła się po kilkunastu razach.


I już, proszę Państwa, wszystko. Widzimy się niebawem, bo mam jeszcze kilka spraw :). 

27 komentarzy:

  1. Czyli same mocno średnie kosmetyki, dobrze, że redukujesz zapasy, bo domyślam się, że zużywanie tych przeciętniaków to jednak nic przyjemnego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne zużycia. Kosmetyki The Ordinary mnie bardzo kuszą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam ich obecnie całkiem sporo w mojej pielęgnacji :)

      Usuń
  3. emulscja myjaca z The Ordinary mnie mocno zainteresowała ;) przy okazji jakiś zakupów pewnie ja kliknę ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam, że będzie fajniejsza i lepiej domyje tusz do rzęs, ale na pewno warto spróbować.

      Usuń
  4. Chętnie wypróbuję kiedyś śmietankę Bielendy. Moja cera jest mieszana w kierunku suchej, a poza tym kocham mleczka;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ten produkt powinien Ci się bardzo spodobać!

      Usuń
  5. Bardzo lubię ten podkład catrice, używam go zimą głównie, bo rzeczywiście jest za mało matowy, ale za to ma piękny kolor i jest niewyczuwalny na twarzy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. No proszę, a ja nic nie znam z tych kosmetyków! Krem z TBS mnie kusił, może dobrze że sobie go darowałam ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rety, no coś Ty, ten krem jest koszmarny, trzymaj się z daleka :)

      Usuń
  7. nie mam osobistych doświadczeń z żadnym z tych kosmetyków :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie mi przypomniałaś, że i w mojej szufladzie leży sobie Patentpolish z Maca, chociaż ja mam odcień pasujący mi w 100% i lubiany przeze mnie:D Niestety ilość produktów na usta jaką posiadam mnie trochę przytłacza, ale wszystkie kocham na tyle, że nie pozbyłabym się żadnego z nich (już się kilku pozbyłam), aktualnie kończę pomadkę z Estee Lauder, ale jeszcze muszę trochę zużyć, żeby mi zostało moje planowane 30 sztuk w kolekcji :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już jestem zadowolona z moich makijażowych zbiorów i zużywam sobie powoli to, co mam, mimo że siatka pudełek do Back2MAC czeka :). A Patentpolishe miałam w sumie trzy, ten został jako ostatni.

      Usuń
  9. Kredki do brwi z GR bardzo lubię:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Niestety nie znam nic z Twojego denka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łatwo nie znać w takim morzu produktów na rynku :))

      Usuń
  11. mialam catrice kiedys ale nie spodobal mi sie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam nim mile zaskoczona, ale oczywiście to nie jest mój podkładowy ideał.

      Usuń
  12. uwielbiam tą śmietankę z bielendy :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Same obce mi kosmetyki, chyba czas to zmienić :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Miałam śmietankę Bielendy, tak samo jak Ty zaciekawiłam się nazwą, niestety zbyt pochopnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie masz wrażenia, że są takie magiczne słowa w dziedzinie kosmetyków, które działają na nas bez względu na okoliczności? :)

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger