28.12.2019

Moje tegoroczne szaleństwo w Cult Beauty: worek kosmetyków prosto z Wielkiej Brytanii

Bo czasem człowiek po prostu musi. Szczególnie jeśli nie musiał przez wiele długich miesięcy. A jak już zamusi, to mu się podoba tak, że ciężko znowu się pilnować! 

Zakupy w Cult Beauty

Ja musiałam podwójnie: złożyć zamówienie na zawrotną kwotę 180 funtów szterlingów, żeby dostać za ten wielki wyczyn dwa kilogramy gratisów, które ucieszyły mnie jak nigdy nic (oczywiście tylko w kontekście kosmetycznego świata), a do tego wydać te 180 funtów w sposób mądry, tak żebym nie żałowała i nie uznała samej siebie za nienormalną. Miniatury, tak ogólnie, są świetne, bo dzięki nim znalazłam już niejedną kosmetyczną perełkę, która trafiła do mnie potem w pełnym wymiarze lub trafi, kiedy nadejdzie czas na zakupy. Poza tym oczywiście uniknęłam wielu zakupowych wtop. Uwielbiam też zabierać je na wyjazdy. W przypadku worka dobroci od Cult Beauty okazało się, że wcale nie takie miniaturowe te miniatury, ale o tym później.

Myślałam i myślałam, co by tu, skoro tak właściwie niczego konkretnego nie potrzebuję i... wymyśliłam! Przecież wystarczy, że wrzucę do koszyka to, co od kilku lat wisi na mojej kosmetycznej wishliście. I już. Z głowy. Tak właśnie zrobiłam i w ten sposób odebrałam paczkę, która była jedną z najfajniejszych przesyłek w historii mojego kosmetycznego wariactwa.

Po pierwsze: zamówiłam kosmetyk, który idealnie pasuje do nazwy sklepu. Zdecydowanie kultowe duo bronzera i rozświetlacza od Charlotte Tilbury – Filmstar Bronze & Glow.


Reeeeety, ile ja się go naoglądałam na blogach i Instagramie! I jak bardzo chciałam na własnej skórze przekonać się, jak się prezentuje, rozciera, nosi. Ale sobie nie pozwalałam, bo przecież skończyłam z zakupowym szaleństwem, bo mam bronzery i rozświetlacze w szufladzie, bo nie warto... I wiecie co? Jednak było warto :). Ten kosmetyk jest zjawiskowy. Samo rozpakowywanie go było dużym przeżyciem. Przez lata testowania produktów z różnych półek doszłam do punktu, w którym wolę mieć mniej, ale niech te przedmioty cieszą mnie w całości. Niech będą idealnie do mnie dopasowane, świetnej jakości i w opakowaniach, po które chce się sięgać. Filmstar Bronze & Glow właśnie taki jest. Dokładnie taki, jak go sobie wyobrażałam.


Występuje w dwóch wariantach, mój jest tym jaśniejszym. Za wcześnie na pełną, wiążącą recenzję, ale już teraz mogę powiedzieć, że bardzo go polubiłam. Do jasnej, zimowej karnacji pasuje idealnie, daje subtelny, ale widoczny efekt, rozciera się jak marzenie. Piękny, naprawdę.

Kolejny zakup to puder Hourglass, który po raz pierwszy zainteresował mnie kilka lat temu na blogach, potem dwa lata temu macałam go w Sephorze w Nowym Jorku, ale nie potrzebowałam takiego kosmetyku, więc nie wzięłam. Potem oczywiście żałowałam ;). Kolejna okazja pojawiła się wraz z wejściem do polskiej Sephory marki Hourglass, ale byłam już tak bardzo zmotywowana do niekupowania niczego, że z bólem serca odłożyłam zakup na nieokreślone później. Ostatecznie trafił do mnie z dużym opóźnieniem, ale cieszę się, że już jesteśmy razem. Luksusowo opakowany Ambient Lighting Powder w odcieniu Diffused Light to kolejne pudełeczko, po które dziś sięgam z przyjemnością.

Hourglass puder Ambient

Czytałam, że bardzo pyli przy aplikacji, ale z wielkim, gęstym, puchatym pędzlem Toma Forda, z którym w tym roku się nie rozstaję, nie ma tego problemu. Na razie użyłam go tylko kilka razy, więc również za wcześnie na recenzję, ale fajnie, że u mnie zamieszkał. Brakowało go w mojej makijażowej szufladzie.

It Cosmetics Brow Powder, Confidence In A Cream, mascara Superhero

Od dawna na celowniku miałam markę It Cosmetics. Latem z przyjemnością używałam ich świetnego kremu CC z filtrem SPF 50, więc kiedy zobaczyłam w sklepie zestaw miniatur, stwierdziłam, że to dobry pomysł na przetestowanie kolejnych produktów tej firmy.


W zestawie znalazły się: Confidence In A Cream – nawilżający krem do wszystkich rodzajów cery (trochę mnie to niepokoi, nie od dziś wiadomo, że jak coś jest do wszystkiego...), kredka do brwi Brow Powder, również w jednym, uniwersalnym odcieniu (czy to się może udać?), a do tego miniatura tuszu Superhero. Jeszcze ich nie używałam, czekają na swoją kolej.


Youtuberka Stephanie Lange pokazywała kiedyś ten korygujący krem i bardzo zachwalała jego trwałość na nosie. Bye Bye Redness od It Cosmetics miał być moim wybawieniem – zwykle podkład ściera mi się właśnie z nosa, bywa, że w ogóle brzydko się na nim rozprowadza. Na razie przeraził mnie ciemny odcień korektora, który podobno ma się dopasować do karnacji. Myślę, że testy zaczną się, kiedy nie będę musiała pokazywać się ludziom – wiecie, tak na wszelki wypadek ;).


Lanolips to balsamy ochronne do ust z lanoliną, polecane przez Hexxanę. Obydwa są już w użyciu i na razie jestem zadowolona, ale czekam na prawdziwe mrozy, żeby sprawdzić, ile faktycznie potrafią.

Oprócz tego kupiłam jeszcze pędzel Morphe typu fan brush, czyli wachlarzowy – do rozświetlacza, omiatania twarzy i czego-tam. Nigdy nie miałam takiego pędzla, więc znowu: ciekawość. Jakość Morphe świetna! W koszyku znalazł się jeszcze prezent urodzinowy dla przyjaciółki, potem tylko klik klik, PayPal i już. Zakupy marzeń w drodze do Polski, a wraz z nimi... worek skarbów.

Słowo worek pasuje tu idealnie. Sephora Boxy są spoko, ale Cult Beauty... no cóż. Proponuje inny wymiar gratisów. Poza tym, żeby dostać torbę pełną dobroci, nie musiałam wpisywać żadnego kodu w polu do rabatów, co jest niezbędne przy boxach Sephory. To oznacza, że w trakcie zamawiania nie można użyć kodu zniżkowego, więc box Sephory tak naprawdę nie jest bezpłatny. W 99% przypadków zakupy w Sephorze robię z 10–20% rabatem, przy boxach nie jest to możliwe, dodatkowo trzeba zwykle wydać ok. 200 zł, żeby pudełko zostało dołączone do zakupów. Wychodzi więc, że za miniatury Sephory płacę ok. 40 zł. Nie wydaje się to już taką świetną okazją, prawda?

Zakupy w Cult Beauty zrobiłam nie tylko z kuponem rabatowym, ale też z ciekawymi przecenami konkretnych produktów. Oto, co znalazłam w pokaźnych rozmiarów kosmetyczce z gratisami:


Nie widać wszystkiego dobrze na zdjęciu, więc pozwólcie, że wymienię kilka ważniejszych znalezisk: pełnowymiarowy tonik Pixi z retinolem (był na mojej liście, 99 zł w Sephorze), pełnowymiarowe opakowanie peelingu AHA i BHA z The Ordinary (też z listy, ok. 35 zł), paletka Huda Beauty Ruby Obsessions (130 zł), miniaturowa maskara Too Faced Better Than Sex (50 zł), Charlotte Tilbury Hollywood Lips – matowa pomadka w płynie w bardzo twarzowym odcieniu Charlotte Darling (ok. 125 zł), korektor pod oczy Becca Under Eye Brightening Corrector w odcieniu Light to Medium (109 zł), rozświetlacz Morphe High Impact w odcieniu Spark (14 funtów) – i to tylko te, które najbardziej zwracają uwagę ceną i użytecznością. Okej, rozświetlacz Morphe jest dosyć ciemny i ma wyraźne drobiny, więc będę go używać raczej jako cienia, ale poza tym uwag brak.

Oprócz tego znalazłam kilka miniatur kosmetyków, które mnie zainteresowały. Wśród nich: masło do demakijażu z Drunk Elephant, naturalny dezodorant w sztyfcie Malin+Goetz, baza pod podkład Milk Hydro Grip Primer, krem na dzień od REN z serii Evercalm. Kilka mniej fascynujących miniatur od drogich marek też zapewne pójdzie w ruch, a jedyne, co od razu wywaliłam do kosza, to świeca zapachowa Jo Loves w wariancie Log Fires (55 funtów za sztukę...), cuchnąca ogniskiem, które ktoś zgasił wiadrem wody, czyli obrzydliwą, duszną wędzonką. Nie mam pojęcia, jak ktoś mógłby z własnej woli wypełnić tym zapachem cały dom.

Kosmetyki są świeże, a ja – bardzo zadowolona. Nie od dziś wiadomo, że najlepsze prezenty robimy sobie sami ;). Teraz jeszcze tylko kolejne szybkie porządki w starzejącej się kolorówce i znowu upragniona równowaga! Niezmiennie polecam przetrzepanie zapasów i dłuższy zakupowy detoks. To właśnie dzięki tym działaniom mogłam sobie pozwolić na wywalenie tylu funtów z portfela i nieskrępowaną radość bez wyrzutów sumienia.


25 komentarzy:

  1. Same cudowności! Też muszę je mieć, razem z pędzlem Toma Forda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pokićkało mi się, to pędzel MUFE, ale polecam bardzo! :)

      Usuń
  2. Nie kupowałam jeszcze w tej świątyni rozpusty, ale muszę się zainteresować tematem:) Gratisiki zacne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, to może lepiej nie wdeptuj, jeśli nie masz kosmetycznych braków ;).

      Usuń
    2. Tego wora nie kupiłam, ale mam kilka poprzednich :) skarby z poprzednich to paletka Hudy Warm Obsession, ten korektor z Becca, samoopalacz 200ml w musie, świetne produkty dr Dennis Gross, pełnowymiarowe pomadki Buxom czy Jouer. Takie gratisy to ja rozumiem 😁

      Usuń
  3. Ja już tak długo czaje się na Bronze & Glow od Charlotte Tilbury - zazdro ;0

    OdpowiedzUsuń
  4. pokaz ten pedzel toma forda, ja mam marca jacobsa ale kurcze troszke mnie rozczarował

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Się mnie pokićkało – od roku żyję w przekonaniu, że miziam się Tomem Fordem, a to tylko poczciwe MUFE :D :D :D :D :D :D.

      Usuń
  5. I zakupy, i gratisy - wow ❤ co za cudownosci ❤

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow faktycznie poszalałaś :D Najbardziej ciekawią mnie balsamy Lanolips bo dużo o nich słyszałam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tłuste są bardzo, ale to może być ich ogromna zaleta przy dużym mrozie.

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Haha, wiedziałam, że mnie przydybiesz zaraz! :D :D :D :*

      Usuń
  8. Poszalałaś PaniAgato :-) Ja w tym roku poszalałam w Mohito i Douglasie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Mohito? Wow, ja tak strasznie nie cierpię zakupów ubraniowych...

      Usuń
  9. Też mam ten wór gratisów. czy bronzer CHT jest chłodny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest taki hmmm, akurat. Nie trupio chłodny, ziemisty, tylko taki naturalny, piękny, zero podejrzanych ciepłych tonów :)

      Usuń
  10. Takie zakupuy to człowiek rozumie, same cuda! A te Lanolipsy to chyba w tych odcieniach u nas nie wsytępują?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w ogóle występują gdzieś w polskich sklepach?? Nawet nie wiedziałam, myślałam, że sobie zamówiłam rarytasy z UK ;).

      Usuń
  11. Puder Hourglass to świetny zakup, sama mam już 2 opakowanie i uwielbiam jaki efekt on daje na buzi. Ale przez Ciebie teraz mi się zachciało tego duo Z charlotte... Patrzę za nim namiętnie już od roku, ale mam tyle wszystkiego, że nie mogę sobie uzasadnić sensu zakupu. No nic, w każdym razie czekam na pełną recenzję :D
    Świetne są te gratisy, wiem, że ten zestaw szybko się wyprzedaje z Cult Beauty, mimo tego, że taką zawrotną sumę trzeba wydać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie miniatury są w ciągłym użyciu, na wyjazdach, w torbie sportowej, w ramach testów w codziennej pielęgnacji. Zawsze za nimi wyglądam, więc tym razem jestem bardzo zadowolona, że udało mi się upolować takie skarby ;). Charlotte super, chociaż gwiazdą jest tu dla mnie zdecydowanie bronzer – rozświetlacz nie jest ósmym cudem świata, chyba za dużo upodobań wśród ludzi, żeby każdemu się spodobał. Dla mnie jest super na co dzień, ale wyobrażam sobie, że może brakować wow.

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger