14.03.2020

Zużycia lutego i garstka wątpliwości

Powiem Wam, że czuję się jak blogowa babcia po 7 latach pisania o kosmetykach. Poza tym sporo się zmieniło. Bardzo ograniczyłam zakupy, przestałam podążać za nowościami i limitkami, skupiam się na tym, co znam i lubię, a swoją uwagę od dawna poświęcam zupełnie innym sprawom. Czy to oznacza, że czas się rozstać? A może zmienić / rozszerzyć tematykę? Naprawdę nie wiem, dlatego na razie, po raz nie wiem już który, zasiadłam do worka z kosmetycznymi śmieciami.

Zużycia lutego 2020

W lutym chyba jeszcze nikt z nas nie spodziewał się, że tak potoczą się losy świata w związku z koronawirusem. To tylko dodatkowo zdemotywowało mnie do pisania o tubkach i słoiczkach, niekoniecznie tych pustych. Postanowiłam jednak opublikować tradycyjny post ze zużyciami – może przynajmniej zapewnię Wam trochę rozrywki na ten czas izolacji – a w międzyczasie zastanowię się, co dalej z moim blogiem.

Lutowe pożegnania:


Dushka, Sweet Desserts, Chocolate Cake Shower Gel – pisałam o tym żelu pod prysznic w ostatnim poście z niepolecanymi kosmetykami /klik/. Wg mojego nosa śmierdzi okrutnie, mąż miał zużyć, ale widziałam, że wymiękł i używał innych rzeczy, dlatego wywaliłam 2/3 butelki.

The Body Shop, Coconut Shower Cream – przy okazji tego żelu okazało się, że już nie lubię kokosów. Nawet kawa kokosowa z Costy ostatnio bardzo mnie rozczarowała, więc chyba czas zrobić sobie dłuższą przerwę od tego pięknego orzecha :). Ten kokos był poprawny, kremowy, jak zwykle przy TBS nie miałam uwag do jakości, ale przyjemności zabrakło. To nie wina kosmetyku, raczej podejrzewam o moją niechęć fit przekąski, w których wszędzie czają się wiórki ;).

The Body Shop, Almond Milk & Honey Soothing & Restoring Body Lotion – a to z kolei fantastyczny balsam do ciała, który sprawił mi dużo przyjemności w zimowych miesiącach. Szybko się wchłaniał, otulał skórę prawie niewyczuwalną ochronną kołderką, pachniał delikatnie i relaksująco i zużyłam go z najwyższą przyjemnością, mimo że producent zapakował go w zgrzaną u góry tubę, co uznaję za wyjątkowo niezachęcające rozwiązanie (wiem, dziwne, ale tak mam – wolę zgrabne buteleczki z pompką :D). Chętnie wrócę do tego balsamu i Wam też serdecznie go polecam dla skór nieprzesadnie wysuszonych. 


Receptury Babuszki Agafii, Tradycyjny syberyjski Szampon No. 4 na kwiatowym propolisie, Objętość i blask – przy jednej z wizyt w osiedlowym Carrefourze zdziwiłam się podwójnie: po pierwsze, bo znalazłam na półce szampon Babuszki Agafii, po drugie: bo miał polską etykietę. Dawno nie używałam kosmetyków z tej serii i byłam ciekawa, jak się sprawdzi po latach szampon nr 4. Po pierwsze: przypomniałam sobie jego cudowny, kwiatowo-miodowy zapach i od nowa się w nim zakochałam! Po drugie: to właśnie zapach był głównym powodem moich regularnych powrotów do tego szamponu, bo niestety, nie zostawiał on włosów w wymarzonym stanie. Absolutnie nie jest zły, ale nie daje efektu mięsistości i nie ogranicza przetłuszczania.

Petal Fresh Pure, Moisturizing Conditioner, Grapeseed & Olive Oil – a to z kolei o wiele za ciężka dla moich cienkich włosów odżywka, którą zużyłam prawie całą do golenia nóg. Pod koniec zmieniła zapach, więc resztka trafiła do torby ze zużyciami. Słyszałam wiele negatywnych opinii na temat kosmetyków do włosów Petal Fresh Pure. Ciekawa jestem, czy komuś z Was cokolwiek się sprawdziło?

Isana, Olejek pod prysznic – u mnie wyłącznie jako myjka do gąbek upaćkanych podkładami. Aromat jest niezbyt przyjemny, więc nie zapraszam go pod prysznic. To ta sama linia zapachowa co przy złotym olejku Nivea, czyli mydlane, babcine nic ciekawego. Ale gąbki myje świetnie! Nalewam wody do umywalki, dodaję sporo Isany, moczą się w tej kąpieli przez kilka minut, a potem wszystko pięknie schodzi. Polecam. 


Garnier, Płyn micelarny 3w1, Skóra wrażliwa (travel size) – kiedyś mi się wydawało, że ten micel jest doskonały. Dziś wydaje mi się przeciętny: prawie wszystko domywa, ale dość tępo rozprowadza się po skórze, co sprzyja podrażnieniom w okolicach oczu. Są lepsze, ale jako opcja na wyjazd sprawdził się bardzo dobrze.

Soraya Plante, Roślinna esencja tonizująca – nie sądziłam, że mój nowy tonizujący ulubieniec będzie pochodził od marki, za którą nigdy nie przepadałam. A tu proszę, na fali miłości konsumentów do naturalnych kosmetyków, powstała linia Soraya Plante, a wraz z nią tonik, który ma świetny skład, jest delikatny dla skóry, gładko się rozprowadza i pozostawia cerę w bardzo dobrym stanie do dalszych zabiegów. Zapach kwiatu pomarańczy to nie moje klimaty, ale jest delikatny i nie przeszkadza. Świetny kosmetyk w dobrej cenie.

Tołpa, Dermo Face, Sebio. Peeling 3 enzymy – musiałam się w końcu zmierzyć z legendą i muszę przyznać, że faktycznie to bardzo dobry peeling enzymatyczny. Nie należy do delikatnych, dlatego może się nie sprawdzić przy wrażliwych cerach. Jeśli jednak wytrzymacie delikatne pieczenie (w moim przypadku bez podrażnienia), efekt powinien być wart niedogodności. Ja każdorazowo miałam gładką skórę i dobrze oczyszczone pory. Producent daje 3 miesiące na zużycie peelingu, ale ja przyznaję się do podwojenia tego okresu bez uszczerbku na zdrowiu. Nie polecam takiego ryzyka, ale myślę, że delikatne przekroczenie PAO nie powinno przynieść szkody.

Bielenda, Brightening & Cleansing Bubble Face Mask with Clay – już się pastwiłam nad tą (nie)profesjonalną dyskoteką na twarzy, więc chętnych zapraszam tu: klik


Iossi, Witaminowy koktajl pod oczy, A+E+C z retinolem i witaminami E i C /recenzja/ – niestety, nie mogę przyłączyć się do wielu zachwytów, jakie przeczytałam u zaufanych blogerek. U mnie oleista, słabo wchłaniająca się formuła nie sprawdziła się dobrze, nie widziałam efektów i wolę inne rozwiązania pod oczy (aktualnie zachwycam się serum Basi aka Azjatycki Cukier – wyraźnie rozjaśnia i napina, rewelacja!).

Malin + Goetz, Revitalizing Eye Cream (miniatura) – zachwyciłam się tym leciutkim kremo-żelem po wyjątkowo nieudanej przygodzie z Bobbi Brown, potem sprawdziłam jego cenę (ponad 300 zł) i zapał nieco opadł. Na koniec okazało się, że roluje mi korektor. Uff, co za ulga, trzy stówy zostają w portfelu ;). Ale nawilża bosko i daje ogromny komfort!

Smashbox, Photo Finish Lid Primer, Light – porządna baza pod cienie. Użyta w niewielkiej ilości i dobrze wklepana, trzymała mi makijaż przez cały dzień (a powieki mam tłuste i z nadmiarem skóry, więc łatwo nie jest). Primer Smashboxa ma delikatny beżowy odcień, ale daje tylko niewielkie wyrównanie kolorytu. Nie można paćkać za dużo, bo wtedy efekt trwałości jest odwrotny do zamierzonego.

Eveline, Megasize Ultra Volume Mascara – to żadne megasize, ani ultra volume, tylko tusz do rzęs, który delikatnie wyczesuje i niewiele podkreśla. Zero pogrubienia, słaba czerń. Dobrze sprawdził się na dolnych rzęsach i do tego go zużyłam.

L'Oreal, Paradise Extatic Mascara /recenzja/ – na początku był za mokry i nieładnie się prezentował, ale jak się uleżał, było lepiej i lepiej (do momentu, aż nie było źle, bo zaczął zasychać ;)). W swoim szczytowym momencie pięknie pogrubiał intensywną czernią, ale zdarzało się, że sklejał, więc do grona ulubieńców nie udało mu się dołączyć.

Karl Lagerfeld For Her EdP (próbka) – przyjemny, lekki zapach, ale zupełnie go już nie pamiętam, więc nie planuję zakupu.


I już, wszystko. A co dalej? Zobaczymy. Trzymajcie się zdrowo i róbcie użytek z zapasów kosmetycznych. Wreszcie na coś mogą się przydać te pokitrane po szufladach butelki żeli pod prysznic (których przecież można używać jako mydła do rąk!). Aż zaczęłam żałować, że już mi przeszedł zakupowy szał, bo w dawnych czasach wystarczyłoby mi kosmetyków na rok kwarantanny i jeszcze mogłabym poratować pół osiedla zapasami. Mam nadzieję, że wspólnymi siłami szybko opanujemy to wirusowe świństwo, czego sobie i Wam życzę.


31 komentarzy:

  1. Mnie się bardzo podoba zapach olejku Isana ale też używam głównie do mycia pędzli i gąbeczek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. One chyba wszystkie pachną tak samo: Isana, Nivea i Lirene Inca Inchi (mam teraz pod prysznicem i właśnie z powodu zapachu rzadko sięgam).

      Usuń
  2. Też piszę ten blog od 7 lat i opanowałam chęć do nabywania kosmetyków, ale pisanie o kosmetykach raczej mnie nie zniechęca :) Piękne denko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to tylko się cieszyć, że wciąż w Tobie tyle radości z beauty-blogowania :)

      Usuń
  3. Pisz - takie właśnie zdroworozsądkowe jest potrzebne w sieci! Bardzo lubię Cię czytać i wierzę Twoim opiniom

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Potwierdzam! W sieci mało można spotkać osób, które do kosmetycznych tematów podchodzą uczciwie i przy okazji z dozą humoru :)

      Usuń
    2. Jejku, jejku, i jak ja mam zboczyć w inne rejony, skoro Wy tak! :*:*:*:*:*

      Usuń
  4. Oj ja mam podobny staż i mimo wielu dylemetów lubię to robić, chyba nie potrafiłabym się rozstać! :) Z Twojego denka znam szampon Rosyjski (chociaż nie jestem pewna czy to konkretnie ten) - kiedyś kupowałam je bardzo często. Teraz mniej, ale nadal je lubię, swoją drogą muszę do nich wrócić, bo dawno nie miałam. Maskary eveline ogólnie lubię, chociaż akurat tej konkretnej nie miałam. Kusi mnie tonik soraya i peeling tołpa - oba będą w końcu moje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jakoś na razie nie potrafiłam się rozstać ;).

      Usuń
  5. Faktycznie po zeszłym roku można czuć przesyt kokosem ;) I też mam dylematy związane z tematyką bloga w dobie rozprzestrzeniania się koronawirusa - w niedzielę pojawi się specjalny wpis na ten temat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ dlaczego?! Ja w zeszłym roku ciągle tłukłam banana i... okazało się, że chyba jeszcze nie mam całkiem dość :D :D :D.

      Usuń
  6. ja tez prowadze bloga od 9 lat :) czasami mam dosc, ale jednak lubie to wiec jak tylko mam chwile to robie posty na zapas i potem publikuje. A zapasy tonikow mi sie skonczyly ale jakos sobie bez nich poradze w tym czasie ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ty to jesteś bardzo zdyscyplinowana i płodna! :)

      Usuń
  7. Znam olejek z Isany, płyn micelarny z Garniera, peeling 3 enzymy i chyba tyle :) Oby tylko nasz ten wirus szybko minął :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie zanosi się niestety na dłuższą walkę, ale... damy radę!

      Usuń
  8. U mnie peeling z Tołpy też super się sprawdził. I chyba też używam go już troszkę dłużej niż te 3 miesiące ;) Znam również płyn z Garniera oraz olejek z Isany:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tołpa działa tylko minimalnie gorzej od bardzo drogiego peelingu enzymatycznego Dermalogica, więc uważam, że jak najbardziej jest wart polecenia :).

      Usuń
  9. Bardzo fajne zużycia. Uwielbiam ten peeling z Tołpy, zużyłam już kilka opakowań.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, bardzo porządny kosmetyk, zdecydowanie będą powroty!

      Usuń
  10. Nie myślałaś, żeby w tym zestawieniu użyć kosmetyków Eveline z serii I love Vegan Food? U nas w drogerii, w lutym zrobiły furorę.
    Co do Twojego zestawienia, to popularna ostatnio zrobiła się Tołpa i jesteśmy ciekawi czy nadal będą się tak rozwijać.

    OdpowiedzUsuń
  11. JA ostatnio poczyniłam spore zakupy kremów do rąk i żeli - za co jakieś 2 tygodnie temu się beształam... A dziś się cieszę, że są... Niemniej wolałabym, aby już to wszystko zniknęło.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nosz co za pomysł z porzuceniem bloga. Ja na każdy post czekam jak na Filipinkę w latach 90. Agata Smaruje-pozycja obowiązkowa!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rety, jaki wspaniały komplement!!! Też czytałam Filipinkę, więc doceniam w pełni <3 <3 <3

      Usuń
  13. Tak sobie obserwuje sytuację i myślę, że Polska poradzi sobie z koronawirusem o wiele szybciej niż UK, gdzie wirus będzie jeszcze długo szaleć bo zarówno politycy jak i zwykli ludzie spotykani na ulicach zupełnie ignorują niebezpieczeństwo 😒

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczymy, jak to finalnie wyjdzie, bo z kolei ludzie tu niespecjalnie przestrzegają zasad i niestety się rozłażą :(. Trzymajcie się tam zdrowo!

      Usuń
  14. Nie porzucaj bloga, pisz o zużyciach, o kosmetykach, które Cię zachwyciły, o czymkolwiek chcesz :)
    Tak w ogóle to bardzo dużo udało Ci się zużyć w lutym, gratuluję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie może bym wolała też o czymś innym niż kosmetyki... ;). Zobaczymy! <3

      Usuń
  15. Znam jedynie płyn miceralny z Garniera:) Peeling z Tołpy mnie ciekawi. Ja musiałam zamówić teraz kosmetyki bo mi się niektóre kończą.

    OdpowiedzUsuń
  16. Olejek z Isany mam już od ponad roku, męczę go do mycia gąbek i marzę, żeby się wreszcie skończył. Kiedyś miałam olejek do mycia chyba z Dove - zapach i konsystencja były identyczne, i też marzyłam, żeby skończył się jak najszybciej. A co do Petal Fresh, jestem z tych osób co Petale się sprawdzają. Miałam już parę szamponów i odżywek - między innymi wymienioną przez Ciebie i bardzo sobie je chwalę :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger