13.05.2020

Charlotte, ach, Charlotte, czyś warta grzechu? Charlotte Tilbury, Filmstar Bronze & Glow /recenzja/

Czekałam na nią kilka lat. Wisiała smutno na wishliście, na którą już właściwie nie zaglądam, ale właściwie zaglądać nie musiałam, bo pamiętałam o niej i bez tego. W końcu planety ustawiły się w na tyle korzystnym położeniu, wsparte nieznacznie workiem gratisów z brytyjskiego Cult Beauty, że uległam. 

Charlotte Tilbury, Filmstar Bronze & Glow review swatches
Zgodnie ze swoją karnacją, wybrałam jaśniejszy wariant słynnego duetu Charlotte Tilbury, czyli Fair/Medium. Właściwie druga wersja – Medium/Dark – na zdjęciach jest tak ciemna, że wydaje się być stworzona raczej dla ciemnoskórych użytkowniczek, więc wygląda na to, że europejskie kobiety mają tylko jeden (czy słuszny?) wybór. 


Nie jest to tania przyjemność. Za 8 gramów bronzera i 8 gramów rozświetlacza trzeba zapłacić w sklepie Cult Beauty 49 funtów, co przy obecnym kursie daje radosną kwotę 250 złotych. Drożej wychodzi przy zakupach w sklepie firmowym Charlotte Tilbury, bo płacimy w euro (po przeliczeniu ok. 300 zł). W polskich sklepach widziałam ceny w przedziale 349–399 zł. Jakby nie patrzeć: luksusowo. Kosmetyk opakowany jest z pełnym szacunkiem dla samego siebie i królewską godnością, adekwatną do ceny, co pozwala nowemu właścicielowi poczuć, że obcuje z prawdziwym royalsem. 


Widzicie ten królewski blask? Na zdjęciach opakowanie wydaje się całkiem złote, ale tak naprawdę leży przede mną kasetka w kolorze rose gold. Z pewnością duet Charlotte wspaniale odnajdzie się w markowych torebkach i kosmetyczkach. Gdzie nam, maluczkim, nosić ze sobą (i na sobie) takie cuda?!

Pudry są bezzapachowe. Ani za twarde, ani za miękkie. W dotyku gładkie, aż miło macać :). Dobrze się nabierają i na palec, i na pędzel, minimalnie pylą przy aplikacjiPięknie się rozcierają, a praca z nimi to sama przyjemność. Pigmentacja jest akuratna: na tyle mocna, że nie trzeba szorować pędzlem w opakowaniu i dokładać osiemnastu warstw, i na tyle nieprzesadzona, żeby można było bezpiecznie konturować się niewprawną ręką, w półmroku i z przymkniętymi oczami. Od pierwszego macanka mamy 30 miesięcy na bezpieczną zabawę z pudrami Filmstar. 

Charlotte Tilbury, Filmstar Bronze & Glow review swatches

Zarówno w opakowaniu, jak i na swatchach bronzer jest jasny i neutralny, a nawet delikatnie się mieni, ale to widać głównie w pudełku – na poliku wychodzi gustowna, subtelna satyna. Rozświetlacz to piękny błysk, z klasą i bez widocznych drobin. Okazuje się jednak, że niekoniecznie to, co widzę w opakowaniu i na nadgarstku, zgadza się z tym, co na skórze. I tu pytanie: ale jak to??

Zarówno na etapie marzeń o pięknym duo Charlotte, jak i w trakcie podziwiania pudrów, kiedy już do mnie dotarły, byłam pewna, że Filmstar Bronze & Glow to będzie mój zestaw do zimowego, chłodnego makijażu. Och, jakże się myliłam! 


Pierwsze odkrycie jest takie, że na twarzy wypaćkanej (jasnym przecież!) podkładem bronzer jest wyraźnie ciemniejszy niż na nadgarstku. Ba, nie tylko ciemniejszy, ale też cieplejszy! Właściwie – co zobaczycie na fotce poniżej – niewiele ma wspólnego z tym, co w opakowaniu. Satynowe wykończenie pięknie wygląda na skórze, ale ten kolor... tak bardzo inny.

Co więcej, mam wrażenie, że niektóre kosmetyki pielęgnacyjne, które aplikuję przed makijażem (a może niektóre podkłady?) powodują większe utlenianie i ocieplanie tego odcienia. Raz nawet udało mi się osiągnąć efekt niemalże ceglastego brązu. Zwykle jednak to, co udaje się wymalować, wciąż mi się podoba, ale nie na to się umawialiśmy, Charlotte. Trwałość bronzera na mojej mieszanej cerze też nie powala – po kilku godzinach widać, że wyraźnie zbladł, a ja od kosmetyku za tyle kasy oczekuję zdecydowanie większej trwałości, którą daje mi na przykład równie wymarzony i wytęskniony kokosowy bronzer Marca Jacobsa /recenzja/.

Podsumujmy: to NIE jest chłodny, szarawy bronzer, do których przyzwyczaili nas producenci kolorówki w ostatnich latach. To akurat nie jest wada, bo szaraki wcale nie takie piękne, jakby się mogło wydawać, a już na pewno nie uniwersalne. Warto jednak mieć na uwadze, że bronzer z paletki Filmstar Bronze & Glow dużo ładniej będzie się prezentował przy ciepłym makijażu oka (lub dzienniaku wykonanym właśnie wspomnianym duetem do konturowania), niż przy chłodnych smutasach, które tak wiele z nas lubi. Powinien super prezentować się latem, bo – jak mówiłam – nie jest tak jasny, jak myślałam. 

Charlotte Tilbury, Filmstar Bronze & Glow Fair/Medium swatches

Wbrew temu, co mi się wydawało przed zakupem, to właśnie rozświetlacz stał się moją gwiazdą tego zestawienia. Przepięknie odbija światło, ma jasny, szampański odcień i można stopniować efekt mokrego połysku. Nałożony skromnie, wygląda również skromnie. Pociągnięty bez specjalnego umiaru tworzy efektowną taflę, którą widać zarówno w łazienkowym lustrze, jak i w trakcie wideokonferencji na Zoomie. Trzyma się na mojej skórze lepiej od bronzera, ale chyba jest też aplikowany w bezpieczniejszym miejscu.

Odcień ma mniej różowy od Soft & Gentle z MAC i mniej złoty od Mary-Lou. Becca Moonstone jest od niego wyraźnie jaśniejsza i bielsza. Nie ma w sobie takiej mocy jak MySecret Face Illuminator w odcieniu Princess Dream, ale też jest od niego bezpiecznie jaśniejszy, więc na bledszej cerze nie wybiją się żółto-złote, ciemniejsze plamy. To bardzo ładny, porządny rozświetlacz, ale... poznałam już bardziej zachwycające. Niestety.

Jak mogę odpowiedzieć na pytanie: czy warto? Na pewno nie będzie to odpowiedź jednoznaczna. Cenię sobie w Charlotte jej idealny format podróżny i przyjemność z samego sięgania_po. Tekstura pudrów, ich pigmentacja i łatwość pracy to niewątpliwe zalety tego duetu. Jak pisałam w ostatnim poście, sięgam po Filmstar Bronze & Glow regularnie od wielu tygodni, więc spełnia rolę codziennego zestawu do konturowania. Nie mam też w swoich zbiorach w tym momencie niczego podobnie funkcjonalnego. Z drugiej strony, raczej nie warto się o niego zabijać, poświęcać bezcennych w obecnych czasach złotówek i specjalnie ściągać go z daleka. Życzę sobie odnaleźć produkt bliźniaczych rozmiarów, w równie atrakcyjnej szacie, który będzie miał bardziej przewidywalne odcienie. Miło było Cię poznać, Charlotte, ale Filmstar Bronze & Glow to nie będzie mój zestaw życia.

Ile: 16 g
Cena: 49 funtów w Cult Beauty, 65 € na stronie marki lub 350-400 zł u polskich internetowych resellerów.
Dostępność: CharlotteTilbury.com, CultBeauty.co.uk, Looktop.pl, Houseofbeauty.com.pl

25 komentarzy:

  1. Wzdycham do Charlotte juz ladnych kilka miesiecy chyba czas sprawic sobie mala przyjemnosc :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale że jakto? Nie ma miłości? :D Jeju jak czekałam na Twą recenzję. Macałam to duo już tyle razy, że sama zgłupiałam. Bronzer wydawał mi się zawsze bardzo ładny w perfumerii, natomiast oglądając słocze w necie i na filmach yt wyraźnie wybijał mi z niego taki nawet nie ceglany, ale jakby taki różowawy podton, u mnie bronzer musi być taki jak Laguna Narsa albo jaśniejszy i ciut chłodniejszy, ale np w Macu Harmony wyglądam jak idiota z brudną plamą na poliku (mam neutralną karnację lekko w stronę ciepłej, ale też nie za ciepłą, w zbyt żółtych podkładach też wyglądam jak idiotka :D). Także co do bronzera mam zastrzeżenia i zawsze miałam, aczkolwiek wydawał mi się jeszcze i tak lepszy z dwóch w tym duo, rozświetlacz natomiast wydawał mi się zawsze za złoty (dziękuję za te piękne porównania z innymi - znanymi mi - rozświetlaczami), bardzo lubię Mac S&G chociaż on faktycznie jest taki lekko chłodny/brzoskwiniowy, Princess Dream jest piękny ale za ciemny, więc mogę tylko ciupek nakładać, natomiast Becca Moonstone jest idealna dla mojej mącznej skóry. Rozświetlacz z szarlot w tym duo wydawał mi się właśnie taki mocno żółty, a przy mojej NIE MOCNO żółtej karnacji takie mocno złote odcienie wyglądają jak pas startowy.
    Także tego, dalej wzdycham do tego opakowania, kurde to te opakowania mnie kupują, ale podziękuję za to duo, może jeszcze macnę raz czy dwa jak się sklepy otworzą, ale już mi trochę przeszła chęć na zakupy. Dziękuję ogromnie za tą szczerą recenzję :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No starałam się jak najbardziej z mostu, bo to za droga impreza, żeby jarać się tylko tym, że piękny przedmiot. Jeśli rozświetlacz już na etapie macania Cię nie urzekł, to tym bardziej nie polecam zakupu Charlotte, nie ma sensu. Musimy sobie znaleźć nowy obiekt do wzdychania ;).

      Usuń
    2. Bardzo dobrze, że starałaś się tak prosto z mostu, ja uwielbiam szczere rezenzje, a w dzisiejszych czasach niestety o takie bardzo trudno, więc tym bardziej cenię to, że produkt za tyle monet oceniasz surowo, bo i ja tak go bym oceniła. Produkt za niemalże 50 funtów powinien być idealny, a jeśli choć cokolwiek nie pasuje, to niestety, ale byłabym na nie. Gdyby miał kosztować 10f to możnaby przymknąć oko, oczywiście napisać o tym również, ale z racji ceny jakby zgodziłabym się na niedoskonałości. Za cenę niemalże 5 dych (w funtach) produkt musi być doskonały.
      Tak, rozświetlacz macałam kilka, jak nie kilkanaście razy i on właśnie taki mi się wydał, no nie wiem - niedoskonały. A na przykład macam Becca Moonstone i jest łaaaał jakie to ładne i potem nakładam na polika i znowu łaaaał jakie to ładne, także to chyba mówi samo za siebie :D Myślę, że jak zużyję Moonstone (mam w postaci minisa tylko), to sobie kupię ten normalny rozmiar po prostu :)
      Niestety nie znalazłam ostatnio żadnego ciekawego rozświetlacza do wzdychania, dostałam na urodziny Flawless Filter ale ciągle zapominam go użyć (tja, typowe), więc leży w szufladzie, ale też skupiam się na rozświetlaczu z Sephory, który dokończę jeszcze w tym tygodniu (tak, kurde zżeram te rozświetlacze:D), a potem dokończę Wibo Diamond Illuminator, który jest ok, ale nie jakiś super chruper, żeby lecieć i odkupić (choć za cenę 10 zł można spróbować, nie pamiętam, czy jesteś ode mnie chłodniejsza, czy cieplejsza jeśli chodzi o karnację, ale jeśli chłodniejsza, to mógłby Ci się spodobać, ALE ma pewne wady - jest brokatowy trochę i nie trzyma się cały dzień, natomiast ok - za 10 ziko można na próbę brać) :D
      Co ja tam jeszcze mam co by można polecić? Hmmm, luknę - wieeeem, Mac Extra Dimension Double Gleam, ten jest super! Już dawno go nie miałam na poliku, bo zużywałam inne, ale sprawdź go sobie :) A ja jak dobrze pójdzie i do końca roku zużyję ten z Sephory (czyli w tym tyg) i Wibo (na pewno zużyję) i mooooże nadgryzę Moonstone mini to będę miała tylko 7 rozświetlaczy, zeszlam z ponad 20, także jestem z siebie dumna :D

      A jaki Ty myślisz można sobie znaleźć nowy obiekt rozświetlaczowy do wzdychania? :)

      Usuń
    3. Oesu jak się rozpisałam :DDD

      Usuń
    4. A ja myślałam, że Flawless Filter to podkład! Moonstone też mam w miniaturze i czasem sięgam, ale za mało mu się przyglądałam, żeby stwierdzić, czy to cudo idealne dla mnie. Chyba czas wrzucić go do kosmetyczki covidowej i zacząć wyrabiać sobie zdanie ;). Diamond Illuminator miałam i był taki... po prostu okej. Szczerze mówiąc, nie bardzo chciało mi się po niego sięgać ze względu na kiepskie opakowanie. Z drugiej strony teraz mam w szufladzie Lovely ten okrągły w ohydnym plastiku, a jakoś mam do niego więcej serca. Może to dlatego, że ogólnie wszystkiego mam już tak niedużo i jakoś łatwiej mi sięgać po tych gorszych ;).

      Co do karnacji, to szyję mam wyraźnie żółtą, a twarz blado-różową, płytko unaczynioną. Staram się dopasowywać podkłady do tej szyi, więc więcej żółtych się u mnie przewija, ale neutralne też są ok, po prostu wtedy wyglądam bardziej jak bez makijażu i nie ma idealnego połączenia z szyją ;).

      Jak Ty ogarnęłaś tyle rozświetlaczy, to ja nie wiem :-O. A nowych obiektów nie widzę, marzy mi się takie duo idealne, jakim miała być Charlotte, ale na razie specjalnie nie szukam, bo przecież wszystko u mnie bez zmian: mam się czym malować przez kolejne LATA ;).

      Usuń
    5. Wiesz co Flawless Filter to jest taki rozświetlaczo-podkład, dzisiaj nałożyłam go sobie na szczyty kości jarzmowych i daje naprawdę piękny blask, ale taki delikatny, taki mokry blask zdrowej skóry, a nie płynący z rozświetlacza (wiesz, o co mi chodzi, prawda?), ale wiem, że można go nałożyć jak podkład. Nałożę go tak jutro albo pojutrze i zobaczę, co to będzie :) Wykończenie ma piękne, jeśli pod koniec dnia wszystko będzie tak, jak jest teraz kiedy mam go godzinę na twarzy i podczas następnych kilku dni kiedy będę go testować i nic się nie będzie z nim działo niedobrego, to chyba będzie hit. Jednak na razie nie chcę nic mówić, bo nic nie wiem :D
      Zmieniłam zdanie o Moonstone, ostatnio wyjełam, żeby zużyć do końca tą mini wersję i nie wiem, jakiś blask nie ten, kolor nie ten, no coś mi w nim jednak nie leży. Także po moich ostatnich doświadczeniach muszę powiedzieć, że nie jestem pewna, czy on jest taki piękny i czy go odkupię, w tej chwili jestem na nie. Właśnie chyba Diamond illuminator jest trochę gorszy w formule i w brokatowości, ale jednak podoba mi się bardziej na mnie. Lovely też miałam ale wersję Gold, zużyłam całą :D Sam rozświetlacz spoko, ale to opakowanie... no ja pierdziu, po prostu nie...
      U mnie ciało jest tylko delikatnie bardziej żółte, niż moja neutralno-żółta twarz, więc nie muszę za bardzo kombinować z dopasowaniem, ale druga sprawa, że ja podkłady i tak nakładam tak cienko, że one są prawie niewidzialne :D Nawet jak podkład ma lekkie krycie, to ja go jeszcze ścieniam gąbką, żeby było go tyle, co nic :D I w sumie tylko takich podkładów używam - nic ciężkiego, nic matowego, tylko świetliste, lekkie i przejrzyste niemalże :D
      Ja też nie wiem, jak ja ogarnęłam z tymi rozświetlaczami, ale ten z Sephory jest już zużyty, zaczęłam Wibo, ale potem właśnie pomyślałam, że aaa zobaczę tą Beccę i na niej się skupiam i dlatego właśnie takie przemyślenia mi sie nasuwają obecnie, że bardziej podoba mi się na mnie Wibo, niż Becca, także tego...
      Przybij piątkę, ja też mam jeszcze używania na LATA! Ale zrobiłam takie postępy wielkie, że jestem sama z siebie ogromnie dumna i wiem, że mimo tego, że jeszcze mam trochę dużo, to nie jest tak dużo, jak było 2 lata temu, a jeszcze zużywam i naprawdę mało co kupuję, bo nawet jak coś mi się podoba, to sobie myślę yhmmm, ale mam takie samo w domu :DDD Także oby tak dalej a będzie dobrze, mam nadzieję, że do końca 2021, moooże do 2022 zejdę ze wszystkim do takiej ilości, jaką chciałabym mieć :)

      Usuń
  3. To duo też już jakiś czas mi się marzyło, ale chyba dobrze, że się nie skusiłam :D Bo też bardziej liczyłabym na bronzer niż rozświetlacz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bronzer naprawdę nie porywa. Jest dobry na tyle, że można go używać i wyglądać w porządku, ale czy to jest warte tyle mamony? No nie wiem, nie wiem :).

      Usuń
  4. Dobrze mi w ciepłych odcieniach, więc chętnie wypróbuję te pudry :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja o nim marze i kiedyś kupie. Mam lekkie obawy przed tym zmieniającym kolor na twarzy bronzerem, ale zobaczymy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Hi! It has wonderful shades and the packaging is elegant. Thanks for sharing.
    I hope you´ll visit my blog soon. Have a nice day!

    OdpowiedzUsuń
  7. Produkt chętnie bym przetestowała :D Może kiedyś się skuszę na zakup :D
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  8. spojrzalam na cene i zdębiałam, zdecydowanie za drogi jak na efekt jaki daje. Gdzieś widziałam podobny tylko muszę sobie przypomnieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to koniecznie daj znać, jak masz jakiś obiecujący typ!

      Usuń
    2. Makeup Revolution ma coś podobnego, oczywiście się 'ZAINSPIROWALI', jak wieloma kolekcjami innych marek...

      Usuń
  9. Hmm za takie pieniądze to chyba rzeczywiście nie warto. Aczkolwiek na skórze prezentuje się całkiem ładnie :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Wygląda pięknie! Dobrze, że nie trzeba go wpisywać na wishlistę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. To duo od dawna mi się podoba, ale ten bronzer całkowicie je dla mnie skreśla :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U Ciebie na skórze raczej nie ma szansy dobrze wyglądać...

      Usuń
  12. Hmmm... Powiem szczerze, że to duo bardzo dziwnie się u Ciebie zachowuje. Ja co prawda go nie posiadam, ale miałam okazję co najmniej kilkanaście razy użyć go u Ali (co ma kota) i muszę powiedzieć, że u mnie wyglądał znacznie lepiej. Sam odcień bronzera w duuużej mierze zależy od naszego odcienia skóry i podkładu, ale no nie powinien aż tak się zmieniać!
    Szkoda, że bronzer okazał się u Ciebie niewypałem, ale dwojga złego masz przynajmniej fajny rozświetlacz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, mam fajny rozświetlacz, a latem pewnie zużyję i bronzer, więc się nie zmarnuje ;).

      Usuń
  13. Czyli masz jednak mieszane odczucia co do tej paletki. Szkoda, że brązer nie okazał się ósmym cudem świata;), ale miło, że przynajmniej rozświetlacz jest taki cudowny:).

    OdpowiedzUsuń
  14. Bronzer nie dla mnie, ale rozświetlacz... przygarnęłabym ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger