07.07.2020

5 rzeczy, które sprawiają, że możesz mnie nazywać beauty-cieniasem

Ostatnio pod prysznicem zrobiłam rachunek kosmetycznego sumienia i wyszło mi, że mimo wielu lat praktyki i blogowania o pielęgnacji, w kilku dziedzinach jestem równie beznadziejna, co na początku tej drogi. Brak zaangażowania? Dwie lewe ręce? Brawura w byciu nieogarem?



Przed Wami lista rzeczy, w których niezmiennie jestem niesumienna, niedoedukowana i do bani, czyli mój hall of shame! Nawet kot się za mnie wstydzi.



1. PIELĘGNACJA WŁOSÓW: CHAOS


Włosy. Temat rzeka. Nie wiem, jaką mają porowatość (bo nie umiem odpowiedzieć właściwie i jednoznacznie na połowę pytań z testów, które pomagają to stwierdzić), nie wiem, dlaczego tak szybko się przeproteinowują, czyli wyglądają tuż po umyciu jak spuszone, matowe siano. Prawdopodobnie nie zdaję sobie sprawy, że proteiny są nie tylko w mojej „nieproteinowej” odżywce, ale też w szamponie, serum do końcówek i być może także w wodzie lecącej z prysznica. Mhm, to na pewno ta woda.



Poza tym od lat nie umiem utrzymać dobrej pielęgnacji na dłużej niż kilka tygodni, bo potem pojedyncze produkty się kończą, nowe kombinacje zdają się do bani, stare też przestają działać po pewnym czasie, a włosy coraz dłuższe i dłuższe, więc ich potrzeby również ewoluują. Mam wrażenie, jakbym co chwilę zaczynała zabawę od zera. Muszę kiedyś wypisać wszystkie kosmetyki, które mi pasowały i spróbować połączyć je w coś sensownego. Naprawdę dziwne, że jeszcze tego nie zrobiłam. Tylko czy to, co sprawdzało się kilka lat temu, ma wciąż ten sam skład, jest dalej w sprzedaży i będzie tak samo dobrze działać na włosach dłuższych o kilkadziesiąt centymetrów? Od samego myślenia o tym boli mnie głowa, więc przejdźmy do kolejnego punktu.



2. MIMO WIELU LAT TESTÓW, NIE ZNALAZŁAM IDEALNEGO KREMU DO TWARZY



No i co, smarująca Agato, jak to możliwe? Ciągle nowe smarowidła na gębie, niemała wiedza o tym, co szkodzi, co nie pasuje twojej skórze i dalej nic? 

Od razu zaznaczę, że w tej dziedzinie nie jest aż tak tragicznie, bo udało mi się odkryć doskonale działające mieszanki żelu aloesowego, kwasu hialuronowego i olejów. Wciąż jednak marzy mi się krem na dzień, który: wspaniale nawilży i świetnie się wchłonie, nada się pod makijaż, pomoże trzymać mat przez wiele godzin w ciągu dnia, ale nie będzie dawał matowego wykończenia, będzie miał dodatkowe moce typu antyoksydacyjnego lub/i przeciwzmarszczkowego, a do tego będzie ślicznie pachniał, nie zapcha, nie uczuli i nigdy nie zniknie z rynku. No właśnie, kilka (prawie)ideałów już przerobiłam i żadnego z nich nie znajdziecie na sklepowych półkach. 


3. BYŁABYM TAKA PIĘKNA, ALE TAAAAAAAAK MI SIĘ NIE CHCEEEEEEEEEEE


Peelingować ciała mi się nie chce (miewam tylko krótkie zrywy), szczotkować go nie chce mi się tym bardziej (a miałabym taaaaaaką gładziusią skórę i może nawet cellulit by zwiał?), a już najbardziej nie chce mi się wcierać w skórę głowy specyfików, które mogłyby mi bardzo pomóc w moich różnych włosowych przypadłościach. Wcierki mogłyby ograniczyć przetłuszczanie, zwiększyć objętość cienkiej kitki z marnego naturalnego blondu, na pewno pomogłyby też peelingi do skóry głowy, ale skoro peelingować ciała mi się nie chce, to co dopiero...


4. CO TE BRWI TAKIE JAKIEŚ...


Oczywiście nie wymagam od siebie umiejętności ogarniania brwi jak pro, bo pro nie jestem. Ani kosmetyczką, ani ekspertką z brow baru, ani makijażystką. Nie zmienia to faktu, że kiepsko mi idzie utrzymywanie brwi w ładzie. Jak zaczynam wyrywać włoski, to wciąż zostają włoski. Jak wezmę za miękką kredkę, to funduję sobie kontur a'la 90-letnia pani Jadwiga spod szesnastki. Kazali do góry czesać, więc czeszę, a potem jednak odczesuję w dół, bo do góry nie wyglądają. Do dołu też nie wyglądają, ale lepsze niż do góry. Kazali robić ombre dwoma cieniami, to robię, a przejście jest tak płynne, że jego granicę można wypatrzeć przez lornetkę z Sasnowego Boru pod Swietłahorskiem. Kazali starannie wypełniać prześwity, to wypełniam, a potem robię selfie i dalej jest niewypełnione. Na szczęście są takie produkty do brwi, które sprawiają, że całkiem przyzwoicie to na co dzień wygląda, a „przyzwoicie” w przypadku brwi jest dla mnie absolutnie satysfakcjonujące. A kiedy już temat regulacji staje się nie do ogarnięcia, pędzę w podskokach do brow baru i potem znowu mam przyzwoicie plus. 


5. MANIKIUR JAK U ŚREDNIO ROZGARNIĘTEJ NASTOLATKI, KTÓRA KUPIŁA WŁAŚNIE SWÓJ PIERWSZY LAKIER


Kulminacyjnym punktem naszej wyprawy po sprawach słabo rokujących i beznadziejnych niech będzie on. Manikiur niehybrydowy. Nietrwały, nieumiejętnie i w pośpiechu wykonany. Nigdy nie lubiłam malować paznokci i do dziś nie mogę pojąć, jak to może kogoś relaksować i wprawiać w dobry nastrój. Ja za każdym razem jestem zła już na samą myśl, że muszę namoczyć płatek kosmetyczny w zmywaczu. 

Proszę Państwa, przed Wami najgorszy manikiur w województwie mazowieckim! (to moje optymistyczne założenie – chcę wierzyć, że daleko stąd, za górami i lasami, znajduje się jakaś inna księżniczka, która radzi sobie z tym tematem na podobnym poziomie, ale pewności niestety nie mam).


No dobrze, ten był robiony w półmroku i jest w stanie po gotowaniu obiadu, ale co powiecie na śliczne skórki i dopracowane pociągnięcia pędzelkiem? Ja jestem pod wrażeniem! Widać, że lata praktyki nie poszły na marne. Najśmieszniejsze jest to, że prawa dłoń zawsze ma wyraźnie gorszy manikiur niż lewa, bo różnica w małej motoryce pomiędzy prawą i lewą stroną jest AŻ tak duża ;). Cóż, zwykle wygląda to lepiej niż na zdjęciu (kiedyś zdarzało mi się wrzucać swatche lakierów!), ale jak widać, czasem wygląda właśnie tak... 


Fajne jest to, że mimo tych wszystkich niedoskonałości, coraz mniej czasu spędzam na dążeniu do ideału i coraz bardziej siebie lubię w tej mojej nieidealnej wersji. Ciekawe, czy też macie takie słabe beauty-punkty, a jeśli tak, to czy robicie wszystko, by było lepiej, czy – tak jak ja – potraficie to olać :).

40 komentarzy:

  1. Fajny post, taki bardzo życiowy :) ja z pielęgnacją włosów również jestem czasem na bakier, ale za to ogarnęłam swoje brwi i paznokcie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :). Fajnie, że z brwiami i mani nie masz kłopotu :D.

      Usuń
  2. Ja mam problem z włosami, mimo wiedzy o ich porowatości i codziennej katorgi wcierkami. Nie mam siły ich olejować, na pół godzinne maski nie mam czasu. Brwi żyją własnym życiem, ale odkąd dałam im spokój nie jest źle. Ale największą zmorą jest masaż antycellulitowy. Jak ja tego nienawidzę ☹️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja właśnie po latach znowu wróciłam do tematu olejowania i mniej więcej 1 na 2 tygodnie to robię. Ale czy dobrym olejem? Postawiłam bezpiecznie: Anwen i olej do średniej porowatości ;). Widzę, że mamy podobne problemy :)

      Usuń
  3. Ha, może nie jestem księżniczką, ale na pewno mieszkam za górami..za lasami... i mój poziom radzenia sobie z manikiurem jest na jeszcze niższym poziomie (zwłaszcza, że mam paznokcie jakoś dziwnie rozszerzające się do góry). "W brwi" też nie umiem..ani wypełnić ani symetrycznie zrobić. Tylko wcierki we włosy wcieram systematycznie (od dwóch tygodni, choć planowałam już z 5 lat temu). Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pocieszyłaś mnie, dzięki!
      Czuję w Tobie bratnią duszę ;).

      Usuń
    2. Dziękuję, bardzo mi miło :). Zapomniałam dodać jeszcze, że za nic nie potrafię nałożyć porządnie żadnego "bezsmugowego" sampopalacza.
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
    3. A tak, to też zdecydowanie leży poza zasięgiem moich kompetencji.

      Usuń
  4. znam wiele cudownych kremów do twarzy. nie używam maseczek, bo jakoś tak żadnej nie mam ale coś sobie sprawię, nie cierpię saszetek, paznokcie to dramat, nie umiem ładnie malować więc nie robię tego. są do granic możliwości naturalne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje paznokcie nie mogą być naturalne, bo w wersji au naturel mi się nie podobają – jakieś takie matowe łopaty o nieładnym kształcie ;).

      Usuń
  5. A zakończenie tej historii jest takie: Nikt z nas nie jest idealny.
    I nawet jeśli tak się wydaje przez piękne zdjęcia na stories, niesamowite kombinacje na YT i cudowne ujęcia na blogach - to i tak nie ma sensu w to wierzyć :D
    Ostatnio na grupie włosingowej widziałam wpis dziewczyny, która stwierdziła, że włosingu nie robi za często, bo jej się nie chce, a jak robi to nakłada byle co, z grubsza ogarnięte. A włosy - tafla roku.
    Co do kremów - od dawna uważam, że sam krem nic nie daje, jest to kombinacja kosmetyków pielęgnacyjnych, nawyków, stanu zdrowia, miejsca pracy/bytowania...itd, itp. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście! Takie właśnie powinno być zakończenie, do tego zresztą zmierzałam, pisząc, że mimo wszystkich niedoskonałości coraz bardziej lubię siebie taką niedoskonałą :).

      Co do kremów – absolutnie się zgadzam. Po prostu miło by było mieć taki jeden słoiczek pełen cudów... :)

      Usuń
  6. Uwielbiam ten wpis! Jak dobrze, że ktoś ma tak jak ja! Myślałam, że tylko ja jestem taką ciapą :D Super, że jesteśmy w tym razem :)

    OdpowiedzUsuń
  7. 1 i 4 to tak bardzo ja! Z brwami mam szczególnie problem, bo doprowadzają mnie do szału na prawdę. Nie nawidzę ich regulować, malować cieniami też niezbyt i ciągle nie pasuje mi ich kształt :D Co do włosów z kolei to niby dbam o nie, ale nie chce mi się czytać jaka maska jest jaka, jaki olej do jakich włosów itp. Więc raczej nie kieruję się tym tylko kupuję to co mnie kusi :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogarniam brwi głównie kredkami, chyba najprostsza opcja, byle nie za miękkie! :). Piona za włosowy chaosik!

      Usuń
  8. Paznokcie mam to samo :D piąteczka :D ja znalazłam idealny krem ale teraz kosztuje tyle , że nie chce na to patrzeć :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio też niepazurowa? Od razu mi lepiej :D.
      Który to taki ideał???

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o brwi to miałam bardzo podobnie ale ostatnio odkryłam laminację z henną :) dokupiłam potem jeszcze naturalną henne- polecam z sattva i efekt naprawdę bardzo fajny. A z tym "nie chce mi się" to mam tak we włosingu- brakuje systematyki :/

      Usuń
    2. Laminacja henną brzmi jak osiemnasty stopień wtajemniczenia dla maga sto dwudziestego poziomu :O.

      Usuń
  10. pociesze cie ja mam od fioletowej maski ktora miala ochłodzić blondd - fioletowe paznokcie a w zasadzie pod paznokciami. O ile włosów nie ruszłylo to paznokcie już tak zmyłam w miare od razu ale i tak pofarbowało i teraz chodzę jak górnik. A brwi mam permanentne od roku i to byla świetna decyzja wkrotce robie ponownie raz w roku a efekt bardzo fajny jak dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Permanentnych jednak się boję, poza tym nie da się ich i tak permanentnie wyregulować :D :D :D

      Usuń
  11. Oj, też mam swoje punkty. ;P Jeden z nich od lat to peelingowanie ciała - nie lubię i nie potrafię tego zmienić. Z włosami też mam problem, bo cienkie i nic na nie nie działa. Mój manicure (hybrydowy) też idealny nie jest jak na instagramowych fotkach. Nie praktykuję też kąpieli z kulami i spa domowego. Jakoś nie mam do tego cierpliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach te nasze włosy...
      Kąpiele z kulami u mnie odpadają z powodu braku wanny – przynajmniej nie muszę zawracać sobie tym głowy! Zresztą nawet jak mam okazję posiedzieć w wannie, to po 10 minutach mi się nudzi albo mi za gorąco ;).

      Usuń
    2. O to właśnie! Dokładnie! Mnie się nudzi i zaraz spuszczam wodę i wychodzę. Czytać się nie da, bo kartki miękną od wilgoci i żadna przyjemność w wannie.

      Usuń
    3. Ja czytam na czytniku, ale wtedy mam stres, że utonie, więc też mnie to nie relaksuje ;).

      Usuń
  12. O tak, paznokcie to też moja zmora. Jestem typem osoby, która lubi mieć pomalowane paznokcie, ale nie lubi i nie umie ich malować :D Ja mam problem też z regularnym balsamowaniem ciała, no i oczywiście z włosami. Włosomaniaczką to ja nigdy nie będę, dla mnie te wszystkie proteiny, humektanty i tak dalej brzmią jak jakieś złowieszcze zaklęcia, które nie wiem, co oznaczają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tobym chciała mieszkać ze specjalistką od mani, która robiłaby mnie i sobie. Niestety, zamiast tego mieszkam z trzema samcami – jeden duży i nie maluje, drugi mały i tym bardziej nie maluje, a trzeci to kot. No i co zrobisz :D.

      Usuń
  13. Fajny post. Tak fajny, że może by z niego zrobić taga? ;-)
    Bo niby blogerki to takie pikne i zawsze wymuskane (leżą i pachną, więc mają czas oraz kosmetyki za darmo... / itp. mity oraz legendy. Ale jak się ogląda blogi, to można odnieść takie wrażenie. No i z tymi paznokciami, na przykład, to ja mam potem kompleksy. A tak - popatrzę na takie normalne, nie jak z reklamy lakieru i już mi lepiej. ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Idealność byłaby nudna... :D

    OdpowiedzUsuń
  15. Jakbym czytała o sobie ;) Mimo postanowień nie ubywa mi tych słabych beauty punktów...

    OdpowiedzUsuń
  16. podpisuję się pod punktami 1, 3 i 5 :D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger