19.07.2020

Smashbox Contour Kit – paleta do konturowania, która deklasuje konkurencję?

Używam Smashbox Contour Kit już ze dwa lata (nawet nie chcę sprawdzać, jak to się ma do PAO), ale dopiero od kilku tygodni sięgam po niego regularnie. Zaczęło się od: „sprawdzę, czy nie jest do wywalenia”, a skończyło na przyjacielskich relacjach w każde przedpołudnie!




Marzyłam kiedyś o idealnej palecie do konturowania, która spełni wszystkie oczekiwania, będzie niewielka i będę mogła zabierać ją ze sobą wszędzie, gdzie tylko. Potem usłyszałam o „słynnym konturowaniu od Smashbox” i wydawało mi się, że może to jest to! 

No nie, to nie jest to, ale i tak ma wiele zalet, o których zaraz Wam opowiem. 


Najpierw przejdźmy przez technikalia. Step-by-step Contour Kit to trio do konturowania, które występuje w dwóch wersjach kolorystycznych: uniwersalnej, dla większości standardowych europejskich karnacji, i Deep. W niewielkiej, porządnie wykonanej palecie z lusterkiem znajdują się trzy prasowane pudry na bazie talku, a do nich dołączona jest instrukcja modelowania twarzy dla każdego istniejącego owalu i niewielki, skośnie ścięty pędzel syntetyczny. Za ten zestaw w perfumerii zapłacimy obecnie 169 zł. 


Pudry są drobno zmielone, pylą przy aplikacji i mają dość porządną pigmentację, ale w duecie z dobrym pędzlem nie sprawiają żadnych problemów, pięknie się rozcierają, nie robią plam, a praca z nimi to sama przyjemność. Jeśli boicie się swojej ciężkiej ręki przy konturowaniu, warto strzepać nadmiar produktu przed rozpoczęciem procedury. 

Dołączony do zestawu pędzel nie jest najwyższych lotów i nie polecałabym go na co dzień. U mnie trafił w epoce przedkoronawirusowej do kosmetyczki na siłownię i jeśli po treningu szłam do ludzi, bardzo się przydawał. Nie miałam czasu ani potrzeby narzekać na dosyć ostre włosie, dało się bez problemu zrobić szybki kontur (akurat używałam innego, słabo napigmentowanego bronzera), a krótki trzonek sprawił, że pędzel spokojnie zmieścił się do niewielkiej kosmetyczki i mogłam zrobić się na bóstwo w tych niesprzyjających makijażowi warunkach. Przycięty akuratnie, pędzel jest lekki, wygodny, nie gubi włosia i nie rozpadł się mimo wielokrotnego mycia. 


Pudry mają dobrze zaprojektowane odcienie z jednym ale, o którym za chwilę. Pierwszy to chłodny, ale nie ziemisty brąz, idealny do konturowania zarówno zimą, jak i latem. Wyraźnie widać go na mojej jasnej (ale nie porcelanowej) karnacji, ładnie zgrywa się z każdym podkładem, jest naprawdę doskonały. Drugi brąz jest wyraźnie ciepły, ale nie ma w nim cegły (choć może trochę tak wygląda w świetle po prawej). Instrukcja dołączona do zestawu sugeruje aplikację powyżej linii konturu, ale nigdy tak nie robię i puder rzadko jest wykorzystywany. Prawie nie zdarza mi się ocieplać twarzy bronzerem, ale kiedy próbowałam tej sztuki z ciepłym brązem Smashbox, wyglądało to bardzo estetycznie. Mimo wszystko do ocieplania polecałabym coś delikatnie rozświetlającego – taki matowy puder nie jest do tego idealny. Częściej zdarzało mi się mieszać oba brązy i dzięki temu uzyskiwałam nieco cieplejszy kontur, bardzo ładnie prezentujący się na muśniętej słońcem skórze. 


Tu przechodzimy do mojego ALE, czyli najdziwniejszego pudru numer trzy. Kupiłam go jako rozświetlacz, producent zaleca aplikować go w miejscach, które faktycznie chcemy rozświetlić, tylko przyznam, że dziwnie mi się pracuje nad promiennym wyglądem z pudrem rozświetlającym, który jest... matowy. On tak naprawdę tylko rozjaśnia, widać go ładnie pod łukiem brwiowym i... tyle. Kiedy myślę o rozświetlaniu, chcę tafli! Nie przywykłam do cieniowania podobnego do tego kredkami na papierze. Wierzę, że można w ten sposób uzyskać ładny efekt, ale nie bez powodu wielbicielki makeupu kochają pełną skalę połysku: mokrego, brokatowego, subtelnego czy walącego po gałach.

Moje idealne trio do konturowania zdecydowanie powinno mieć prawdziwy rozświetlacz. Matowa wanilia do rozjaśniania nie jest tym, czego szukam. Pozostałe dwa pudry mogłyby zostać i w ten sposób miałabym paletkę, która ogarniałaby zarówno makijaż twarzy, jak i oczu. Tak niewiele brakowało do pełni szczęścia! Chętnie kupiłabym ponownie sam chłodny odcień, ale do Smashbox Contour Kit już nie wrócę. Upadła kolejna legenda po Charlotte Tilbury Filmstar Bronze & Glow (recenzja). „Niezłe” to zdecydowanie za mało!



PS Nie znalazłam na opakowaniu informacji PAO, więc nie wiem, przez ile miesięcy można według producenta bezpiecznie używać tego trio.

16 komentarzy:

  1. Raczej rzadko konturuję twarz, ale paletka ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja bardzo chętnie siegam po tą paletkę (ale w wersji The Cali Contour) jesienią i zimą. Ten jasny puder powinien faktycznie nazywać się rozjaśniający, zamiast rozswietlający. I u mnie rzeczywiście bardzo fajnie nadaje się do rozjasnienia okolicy pod oczami czy żuchwy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję za ten wpis - mam ją i cały czas boję się użyć, bo takie ciemne te kolory... Ale teraz się odważę :-) Myślę, że najpierw spróbuję przy okazji telekonferencji, podczas nich nie ma czegoś takiego, jak za ciemny kosmetyk (niespodziewany uboczny skutek pandemii: zużycie zbyt ciemnych do noszenia przy naturalnym świetle kosmetyków do brwi i policzków)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zakładam, że taka paletka ma 2-3 lata ważności, mniej więcej tyle jest przy produktach pudrowych.
    Natomiast jeżeli chodzi o ten najjaśnijeszy puder - myślę, że producent użył tutaj określenia "rozświetlacz" nie w takiej formie, do jakiej jesteśmy przyzwyczajeni. Myślę, że chodziło tutaj po prostu o rozjaśnienie odpowiednich partii twarzy za pomocą tego pudru (czoło, nos, broda, strefa pod oczami) i w tej roli jest rewelacyjny. Doskonale się czyści nim linię makijażu i rozciera cienie, fajny jest też do wyrównania kolorytu pod oczami, jeżeli z korektorem coś jest nie tak.
    Ja uwielbiam tę paletę! Jakby zrobili taką wersję + róż i rozświetlacz brałabym w ciemno!

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdybym tylko potrafiła konturować swoją twarz... Wówczas z ogromną przyjemnością wypróbowałabym tą paletę 🖤

    OdpowiedzUsuń
  6. Słyszałam o tej palecie i bardzo chciałam ją mieć. W sumie to nada z chęcią bym ją wypróbowała. A takie pudry rozświetlające w matowe w paletkach też mi się zdarzały. Rozświetlenie kolorem, bez połysku.

    OdpowiedzUsuń
  7. kurde ja nie przepadam za tymi trio i tak używam tlyko tego najciemniejszego i nawte nie wiemm po co mi inne ;d nie umiem teog używać haha

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nie mam takiej paletki do konkurowania bo często jest tak, ze jeden kolor mi odpowiada a pozostałe niestety nie. Ogólnie to słaba jestem w konturowaniu i robię to bardzo rzadko :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Oj tam, większość kosmetyków musi najpierw trochę poleżeć w szufladzie, żeby nabrać mocy urzędowej :D :D

    OdpowiedzUsuń
  10. ten chlodny odcien bardzo ladny, a przydatnosc pewnie 24 mies kto by sie tego trzymal w kolorowce :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Kompletnie nie znam tej marki, ale paletka wygląda ładnie. Może kiedyś wypróbuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Myślałam, że tylko ja miałam takie odczucia z tym matowym "rozświetlaczem" ale czytam, że nie jestem sama. Koniec końców zużyję ale też raczej do niego nie wrócę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie przepadam za bardzo, za chłodnymi odcieniami, ale ten który pokazujesz jest bardzo ładny!

    OdpowiedzUsuń
  14. niektorzy producenci jeszcze się muszą nauczyć, co oznacza słowo rozświetlacz :D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger