12.09.2020

Time to say goodbye

Nawet nie sądziłam, że po trzech latach zastanawiania się, co dalej z Agata Smaruje, któregoś dnia po prostu przyjdzie do mnie myśl, że to już, że teraz. A jednak przyszła. Jedna rozmowa z moją blogową kumpelą Gosią wystarczyła, żeby utwierdzić się w przekonaniu, że to dobry moment na pożegnanie i lepszego nie będzie. 



Pisałam przez ostatnie 8 lat z ogromną przyjemnością, a blog dał mi tyle dobrego, że trudno nawet wymienić wszystkie te rzeczy tu i teraz! Zaczęłam robić porządny demakijaż, lepiej się maluję, poznałam wiele doskonałych kosmetyków pielęgnacyjnych (z czego połowę wycofali ;)) i wielu doskonałych ludzi, a nawet zyskałam przyjaźń <3. Ostatecznie doszłam do miejsca, w którym moja przygoda z beauty zatoczyła koło i chciałabym Wam o tym dzisiaj opowiedzieć.

Kiedy zaczynałam pisać, miałam jeden kuferek z kosmetykami do makijażu i kilka butelek/słoików z pielęgnacją. Co więcej, nie byłam nawet żadnym makijażowo-pielęgnacyjnym świrem. Być może Was to zdziwi, ale wybór tematu był prawie losowy! Po prostu któregoś dnia, kiedy mój kilkumiesięczny syn poszedł na drzemkę, a ja miałam wreszcie chwilę na prysznic (była 14), w czasie kąpieli zaczęłam myśleć o tym, że pora wrócić do pisania, które przed ciążą było nieodłącznym elementem mojego życia, bo pracowałam w mediach. Kosmetyki wydały mi się świetnym pomysłem – lekki, przyjemny, kobiecy temat, tak bardzo niezwiązany z pieluchami i lataniem za paniczem. Zaczęłam, a dopiero chwilę później zorientowałam się, że blogosfera beauty całkiem prężnie się rozwija. Trafiłam do świata, o którego istnieniu nie miałam pojęcia! A jeszcze w pierwszych dniach wydawało mi się, że założenie bloga o kosmetykach to taki oryginalny pomysł...

Potem było klasycznie: zapragnęłam poznać wszystko, co jest na rynku, przetestować, co się da, zrobić z bloga konsumencką encyklopedię. Znosiłam do domu towar całymi torbami. Dziś wiem, że to był obłęd, ale w tamtym momencie byłam bardzo szczęśliwa. Kolekcja się rozrastała, podobnie jak blog, moja wiedza i umiejętności. Pojawiła się pasja do pisania, kupowania, pielęgnacji i makijażu – wszystko naraz. Po kilku latach takiego szału odkryłam, że droga, którą obrałam, coraz bardziej zaczyna mi ciążyć. Zgromadziłam słynne niekończące się zapasy pielęgnacji, miałam też imponującą kolekcję kolorówki – kilkadziesiąt (!) pomadek MAC, mnóstwo cieni i wszystkiego innego. Byłam prawdziwą beauty-królową! Pozornie wciąż było to szczęście, ale... jakby już inne? Kolejne zakupy cieszyły coraz mniej, zaczęły mnie gonić daty ważności i pojawiły się zupełnie nowe problemy: jak zużyć trzy słoiki kremu w trzy miesiące? Jak nie wywalić nagle dziesięciu pięknych szminek, chociaż wszystkie w jednym momencie zjełczały? Odkryłam wielką prawdę o świecie: kosmetyki nie są wieczne. Wow, to dopiero nius. A jednak byłam zdziwiona. 

W tym momencie rozpoczął się nowy etap mojej blogowo-życiowej przygody: redukcja. Ostatnie lata były próbą naprawienia tego, co wcześniej nakićkałam :). Wiem, że moja historia nie jest wyjątkowa, bo wiele z Was doszło do podobnego miejsca i wspólnie zużywałyśmy i ograniczałyśmy zakupy. Dzięki, dziewczyny, za tę grupę wsparcia, to było bezcenne! Najważniejszym osiągnięciem stało się zużywanie, a szczególną radość sprawiał projekt denko, czyli pokazywanie na blogu tego, co przez miesiąc udało się wyskrobać i wycisnąć z butelki do ostatniego pierdnięcia ;). Nie kupowałam prawie nic przez długie miesiące, a wciąż miałam szuflady pełne wszystkiego.



Tu dochodzimy do współczesności. Mityczne zapasy z kosmetykami do pielęgnacji udało mi się skutecznie okiełznać. Nie obyło się bez bólu: część poleciała do kosza z powodu daty ważności, część oddałam, zamiast z przyjemnością i w spokoju używać tego, na co przecież kiedyś miałam ochotę. Setki zmarnowanych złotych, totalny bezsens. Nigdy więcej. Wolę, żeby mi czegoś zabrakło, niż żeby nadmiar mnie przytłaczał. Jeśli dopiero zaczynacie swoją beauty-przygodę, posłuchajcie rady starszej koleżanki: promocje życia pojawiają się w newsletterach średnio raz w tygodniu ;) (a Rossmann kłamczuszek podnosi ceny, zanim je obniży o połowę, i wcale nie jest w tym procederze osamotniony...).

Niekupowanie i zużywanie, pozornie wspaniałe, dobre i mądre, wygenerowało całkiem nowy problem: niepotrzebne samobiczowanie poprzez konsekwentne odmawianie sobie zakupów, które trwało i trwało. Czyli: ja, miłośniczka kosmetyków, przestałam kupować kosmetyki. Czy na pewno wszystko z tobą w porządku, Agato? Jakby tego było mało, uświadomiłam sobie, że mam wciąż pełne szuflady... staroci, czyli: nie kupuję, maluję się nieświeżymi jak ostatni pajac, a do tego nie mam nowości, którymi mogłabym podzielić się na blogu z moimi czytelni(cz)kami. Ta ostatnia kwestia najmniej mnie przejmowała, bo szybko wyleczyłam się z pogoni za nowinkami i limitkami, która nigdy się nie kończy. Niestety, pozostałe sprawy nie dawały mi spokoju: nie kupuję, bo dawno temu byłam głupia, a używam staroci bo... no właśnie, bo co? Szkoda wywalać z powodu wywrotek wydanej kasy?

Zabrałam się za prawdziwe porządki w szufladzie (nie, przepraszam: w całym wielkim meblu) z kosmetykami do makijażu. Na zdjęciach wyżej widzicie pierwsze i drugie podejście do tego projektu. Na pierwszym: moje „bezlitosne” wietrzenie szuflad z kosmetyków, które dawno lub bardzo dawno przekroczyły swoje PAO, czyli czas, jaki producent daje na bezpieczne zużycie produktu. Na drugim: ostateczne cięcie – jak widać, wciąż było wiele do wykoszenia. W końcu dojrzałam do tego, żeby rozstać się z ukochanymi limitkami z 2015, zakupami z Nowego Jorku (w którym byłam 3,5 roku temu), wycofanymi ze sprzedaży ulubieńcami. Wywalałam bezlitośnie z pomocą wcześniej wspomnianej Gosi (<3), która online dodawała mi otuchy i pilnowała, żebym nie zaczęła się rozczulać nad jakimś starociem. Na końcu tej wielkiej operacji zostały ze mną same świeże lub mające jeszcze kilka miesięcy bezpiecznego czasu na użytkowanie kosmetyki do makijażu. Absolutne minimum. Zobaczcie:


Yyyy... minimum? Czy to jest mało kosmetyków? W moim świecie tak – niewielki wybór w każdej kategorii. Zwyczajna użytkowniczka makijażu pewnie i tak złapałaby się za głowę i uznałaby mnie za nie całkiem normalną. Z drugiej strony straszne z nas łobuziary! Przecież nasze blogi, instagramy i inne influencerskie ciosy poniżej pasa (czyli w okolice torebki i portfela) również przyczyniły się do zmiany nawyków konsumenckich u wielu kobiet z rozsądnych na tryb kwasów nienasyconych (więcej, k**wa, wszystkiego!). Wiem to, bo mnie też przez lata blogerki kusiły. To jest w ogóle grupa społeczna, którą należałoby zdelegalizować. Tyle zła czai się w tych literkach :P.

W każdym razie postawienie na półce tego, co zostało, i uświadomienie sobie, że to i tak dużo więcej, niż kiedy zaczynałam pisać bloga, było naprawdę mocnym i odświeżającym doznaniem. Czy są to sami ulubieńcy? Nie, ale na szczęście stoi ich tam całkiem sporo. Docelowo chciałabym mieć w tej gromadzie same pewniaki, poprzetykane tylko pojedynczymi eksperymentalnymi zakupami, które będę od czasu do czasu robić, bo... przecież kocham kosmetyki i uwielbiam je kupować :).

Po tych wszystkich latach szaleństwa (których ani trochę nie żałuję, bo netto dały mi ooooo tyyyyyyleeeeeeeeeee!), czuję się jak blogowa babcia, która może Wam przekazać złote myśli na dalszą drogę i oczywiście zrobi to, skoro sama jest taka hop siup do przodu. Po pierwsze: nie da się kolekcjonować kosmetyków; po drugie: posiadanie zbyt wielu sprawia, że na co dzień wcale nie używamy tego, co najbardziej lubimy; po trzecie: zerowanie w pocie czoła starego bronzera niczemu nie służy, a po czwarte: jesteście cudownymi, dbającymi o siebie dziewczynami i zasługujecie na to, żeby ładować na te wyjątkowe, bezcenne twarze tylko świeże i najulubieńsze frykasy! Nie przytłaczajcie się nadmiarem, cieszcie się tym, co macie i nie bójcie pozbywać tego, co Wam nie pasuje. Babcia Agata popełniła po drodze chyba wszystkie możliwe błędy, jakie da się popełnić przy tej pasjonującej zabawie w samoupiększanie, dlatego bądźcie mądrzejsze od niej, tak, aby spokojnie mogła udać się na zasłużoną (?) blogową emeryturę ;).

Co dalej, babciu Agato?


Dalej... będzie dobrze! Będziemy oczywiście wszystkie mądre, rozsądne i będziemy się dzielić naszymi beauty-uniesieniami na Instagramie :D. Było mi tu z Wami wspaniale, dziękuję za te wszystkie lata, za motywację do działania, wspólne rozkminki, piękne komplementy i za wszystko, co sprawiało, że pisanie bloga o kosmetykach było jedną z najfajniejszych rzeczy, jakie robiłam w życiu :). 

Na koniec przypomnę tylko, że gdzieś w wirtualnej rzeczywistości czai się mój drugi blog (klik), na którym pokazuję swoje kolażowe twory, piszę o sztuce, a w przyszłości, jak mi zabraknie klepania literek, będę też pewnie pisać o książkach i innych bliskich mi sprawach. Jeśli to coś, co może Was potencjalnie zainteresować, oczywiście zapraszam serdecznie. 

To co... do zobaczenia tu, i tam, i siam? 
Trzymajcie się ciepło!

Agata

28 komentarzy:

  1. Przeczytałam z przyjemnością ♥ Myślę, że wszystkie etapy, przez które przechodziłaś, to taka "norma", która spotkała większość z nas. U mnie było baaaardzo podobnie.

    Rozumiem powody, dla których się żegnasz i mam nadzieję, że będziesz szczęśliwa po podjęciu tej decyzji :* A w razie czego możesz się kosmetycznie "wyżyć" na IG :D :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to chyba naturalny proces, tylko z tego co wiem, u różnych osób różnie się skończył lub wciąż trwa :). A my oczywiście w kontakcie, Basiu! <3

      Usuń
  2. O nie! Nie znikaj stąd! Będę tęsknić! Może nie zawsze komentowałam, tak naprawdę robiłam to bardzo rzadko, ale czytałam każdy wpis. Uwielbiam Twój styl pisania, to, co pokazujesz i jak o tym mówisz. Jednak oczywiście rozumiem Twoją decyzję :) co do kosmetyków, to ja też znacznie zminimalizowałam ich ilość (jej ile ja tego miałam kiedyś 🤭) i całkiem inaczej patrzę na kosmetyczny świat. Oczywiście nadal prowadzę bloga, nadal coś testuję, ale nie mam już zapasów (poza dosłownie jednym żelem czy jakimś kremem), a mój makijaż mieści się w jednej szufladce. Mam 2-3 podkłady, co było kiedyś nie do pomyślenia, w tym 2 już denkuję i muszę rozejrzeć się za czymś nowym. To samo z listami, pomadkami, które liczyłam w dziesiątkach, a teraz mam kilka ulubionych i dobrze mi z tym.
    Pozdrawiam Cię serdecznie, trzymaj się, będę odwiedzać Instagrama. :) Do zobaczenia na mojej blogowej emeryturze :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. * pudrami (nie listami :-D nie wiem dlaczego słownik tak to przekręcił)

      Usuń
    2. Bardzo, bardzo Ci dziękuję za te wszystkie słowa, miód na moje serce i nie powiem, utrudnia to zamknięcie drzwi i przekręcenie klucza w zamku ;). Cieszę się, że też wyszłaś z przygnębiającego chaosu i nadmiaru – z tego, co piszesz, poszło Ci jeszcze lepiej i konkretniej niż mnie!

      Haha, tak, też wywaliłam wszystkie zalegające podkłady i nagle odkryłam, że 3 sztuki to taka zdrowa, normalna liczba i teraz zachodzę w głowę, po co trzymałam tego kilkanaście, skoro jak trzeba było się pomalować, i tak sięgałam po te najlepsze :D.

      Usuń
  3. Ogromna szkoda, czekałam na każdy wpis! Ale świetnie to rozumiem i nie mam prawa marudzić - sama nigdy nie zdecydowałam się na założenie bloga, bo czas, odpowiedzialność, ryzyko rozwoju kosmetycznego nałogu; w kwestiach kosmetycznych co najwyżej wyżywam się czasem na forum wizażowym...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 <3 <3 <3 <3
      Dzięki takim Czytelniczkom jak Ty miałam z pisania właśnie taką satysfakcję i przyjemność! Na Wizażu ja się z kolei nigdy nie udzielałam, a przecież takie recenzje w KWC dotarłyby do o wiele szerszego grona... hmm. No nie, nie, nawet nie będę się nad tym zastanawiać :D.

      Usuń
  4. Szkoda, że nas opuszczasz, pamiętam, że już kiedyś to rozważałaś. Lubiłam Twojego bloga, miałaś super styl pisania! Ale rozumiem powody, także życzę wszystkiego dobrego na blogowej emeryturze! :D ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za miłe słowa i za to, że byłaś tu ze mną od tak dawna! Pamiętam nawet, jak Cię kiedyś w jakimś konkursie Tomasz wylosował z miski swoją mikrorączką i że się ucieszyłam, że to Ty :D

      Usuń
  5. Szkoda bardzo, a co do zużywania, to chyba norma wśród blogerek ;) Na szczęście nie miałam nigdy tyle kasy, żeby wpadać w zakupowy szał, zawsze wolałam wydać na coś konkretnego, wyczekanego. Być może dzięki temu się nie zniechęciłam do pisania bloga :) Życzę przyjemności na blogowej emeryturze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, czasem lepiej nie mieć kasy, choć i to może nie pomóc, bo ja w swoim największym zakupowym szale zaopatrywałam się w internetowych outletach typu eZebra i za np. 150 zł dostawałam dosłownie wiadro kosmetyków...

      Dziękuję za życzenia, na blogowej emeryturze zamierzam dużo czytać i spacerować ;).

      Usuń
  6. Podziwiam Cie Kochana. Ja oprócz palet cieni i produktów do ust to raczej resztę mam pod kontrolą. w tych dwóch kategoriach nie umiem i chyba nawet nie chce się ograniczyć :D Wiem, że to głupie bo zarówno cienie i szminki kiedyś straca ważność, no ale tak mi już siedzi w głowie i niestety dopóki sama nie zechce tego zmienić to nic mnie nie przekona :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Cię doskonale i zdaję sobie sprawę, że moje gadanie niewiele może tu pomóc, ale no wiesz. MUSIAŁAM tak na koniec się podzielić światłością :D. Z produktami do ust strasznie trudny temat, też uwielbiam szmineczki wszelkiego typu, ale wywalanie worka MAC-ów bolało tak, że już nigdy nie chcę tego powtarzać!

      Usuń
  7. Smuteczek i łezka się kręci w oku (choć wiem, że miało być na wesoło, ale nie oszukujmy się: która stypa taka jest?).
    Co mogę napisać od siebie: dziękuję Ci za Twoją pracę i czas poświęcone na pisanie tych wszystkich postów. Twój styl pisania nie raz i nie dwa sprawiał, że czytając śmiałam się do samej siebie ;) Uwielbiam go i wiem, że zostajemy dalej razem na IG!
    Mam cichą nadzieję, że bloga nie skasujesz, bo lubię wracać do Twoich wpisów - tak o, na poprawę humoru :)
    Jeszcze raz dziękuję! Twoja wierna czytelniczka (może tylko trochę za rzadko komentująca, ale na IG nadrabiam ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, od zawsze wiedziałam, że moje Czytelniczki są po prostu NAJLEPSZE! Pewnie dlatego tak ciężko było mi podjąć ostateczną decyzję i odkładałam ją w nieskończoność. Ty mi dziękujesz za pisanie (co jest niesamowite i wzruszające), a ja dziękuję Ci za obecność i te wszystkie cudowne słowa, które uskrzydlają i są najlepszą nagrodą <3.

      To gdzie mam Cię szukać na IG? :D

      Usuń
    2. <3<3<3
      Dziękuję również za miłe słowa!
      Na insta widnieję pod loginem takaaniaa ;)

      Usuń
  8. paradoksalnie to ciesze sie, ze zamykasz, bo wiem od jak dawna bilas sie z ta decyzja. i teraz spokój ducha! ale uwielbiam, jak piszesz o kosmetykach, wiec super, ze kosmetyczny instagram nadal stoi otworem. ale najbardziej to ciesze sie, ze dzięki temu blogowi sie poznalysmy! to juz tyle wspólnych lat! i LOVE U!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Ty faktycznie wiesz najlepiej i nasłuchałaś się do wyrzygu mojego "zamykać czy nie zamykać? oto jest pytanie"! Dziękuję za wsparcie :D. Do dziś nie wierzę, że najpierw czytałaś mojego bloga, a teraz wkładasz mi do kieszeni pyszny deser wegański i podajesz chusteczkę, kiedy obleję się kawą jak ostatnia fujara. Tyle wygrać!!! <3 <3 <3

      Usuń
  9. Nadal chlipię w kącie, jak Ci pisałam na Insta, ale rozumiem i szanuję. Bedę bardzo tęsknić.
    Podobnie jak Ty przeszłam przez wszystko, co tu opisałaś, dzięki Tobie i Twoim postom o wywalaniu kolorówki sama motywowałam się do wywalania/ oddawania/ sprzedawania swoich nieużywanych nieulubieńców. Myślę, że w porównaniu z tym, co miałam za czasów bloga to teraz mam mniej niż połowę i wciąż pracuję nad zużywaniem i nie kupuję (proszę o pochwałę za kupienie tylko 3 artykułów kolorówkowych w tym ROKU :D).
    Podobnie jak Ty doszłam do wniosku, że kolorówki nie można kolekcjonować niestety, bo to jest kasa wywalana w błoto. Mam jedną twarz i maluję się raz dziennie - ile tego mogę zużyć? I w jakim czasie? Blog przestał mieć sens, bo nie kupowałam już nic nowego, a kosmów za darmo też nie dostaję, żeby przetestować i przekazać dalej. Pisanie jednego posta w miesiącu o produktach które zużyłam też jest bez sensu :D Jestem już na ostatniej prostej, żeby moja kolekcja była dokładnie taka, jaka ma być, jaka chcę, żeby była. I Ty zawsze byłaś moją motywacją, Twoje posty o tym jak sama się pozbywasz kosmetyków były dla mnie motywacją, choć serce się krajało jak to widziałam u Ciebie. Potem serce się krajało jak to robiłam u siebie, ale po kilku dniach przechodziło i mam same fajne kosmetyki i nie czuję ciśnienia że coś ma być zużyte na wczoraj. Projekt denko sprawia mi wielką frajdę i moje założenia o ilości kosmetyków jakie chcę posiadać w każdej kategorii się skrystalizowały jeszcze mocniej (odkryłam, że to co sobie założyłam na początku, ile tego ma zostać to i tak jest za dużo i ja nie chcę mieć tak dużo:D). Mam swoich ulubieńców (których mam nadzieję nie wycofają :D, chociaż niestety kilka rzeczy już mi wycofali). Dziękuję! Bo czuję jakbyśmy szły przez to razem.
    Dziękuję Ci za ten czas poświęcony na bloga (bo wiem, że to nie jest 5 minut), za Twe wszystkie polecenia i niepolecenia (nie kupiłam i nie kupię Filmstara z Charlotte :D, nie dam się ładnej kasetce, kiedy środek jest taki se :D), za Twoje recenzje i Twój czas włożony w to, abyśmy my, Czytelnicy spędzili tu miło czas :)

    Smuteczek kurde, bo mam wrażenie, że kończy się jakaś epoka. Większość z dziewczyn, które zaczynały w tym samym czasie, co my już nie pisze blogów. A Twój blog jest jednym z moich 3 najulubieńszych.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i do zobaczenia na Instagramie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, za naszymi rozkminami o zużywaniu i dzielności będę tęsknić bardzo bardzo bardzo! I ogromnie się cieszę, że przeszłyśmy przez tę szajbę razem i że obie jesteśmy już na wylocie z mrocznej Krainy Przesady :). Sama wiesz najlepiej, że łatwo nie było!

      Ty mi dziękujesz (wzrusz, moje Czytelniczki to debeściary, wiedziałam to od lat i stąd było mi tak ciężko rozstać się z tym miejscem...), ja też Ci chciałam podziękować za to, że byłaś, od tak dawna, tak intensywnie i z takim zaangażowaniem. Pisanie dla Ciebie to była największa przyjemność, a idealne duo bronzera i rozświetlacza jeszcze sobie znajdziemy i omówimy to na IG, prawda?!!

      Nie żegnam się, bo nie znikamy, tylko działamy dalej! <3 <3 <3 <3 <3

      Usuń
    2. Haha, dobrze powiedziane - jesteśmy na wylocie z mrocznej Krainy Przesady - dosłownie! Ja nawet w innych kategoriach poszłam po rozum do głowy i przestałam kupować duperele, co stoją i się kurzą :D Wciąż daleko mi do minimalizmu, bo nie jestem żadną minimalistką, ale przed każdym zakupem czegokolwiek pytam siebie czy faktycznie tego potrzebuję, czy dana rzecz wyląduje za 3 dni w kącie? I przeważnie nie kupuję :) Garderobę mam kapsułową, wszystko z wszystkim pasuje :D Tylko jeszcze te kosmy troszeczkę uszczuplić i będzie idealnie :D

      Kochana, nie masz mi za co dziękować, ten blog jest (był) świetny, więc nie dziwne, że przyciągnął tyle osób, tym bardziej, że zawsze pisałaś rzeczowo i prawdę, a nie wciskałaś kitu, jak coś było kijowe, choćby i było drogie. Takie podejście ja mega szanuję. Takie podejście zawsze się obroni, więc ja z największą przyjemnością czytałam (i dalej czytam :D) Twoje wpisy. Wciąż wracam sobie do tych o zużywaniu i pozbywaniu sie kolorówki :DDD To jest dla mnie zawsze motywacja jak mam zamiar coś powywalać a nie mogę się zmobilizować :)

      Oczywiście, że będziemy dalej omawiać sprawy i spotykać się na IG, często nie mam czasu na robienie zdjęć i wrzucanie czegokolwiek, ale codziennie jestem na Insta :DDD Także zdecydowanie się nie żegnamy, tylko działamy :*** <3

      Usuń
  10. Wow, ostatni typowo kosmetyczny blog, który nadal śledzę :o trzymaj się!

    OdpowiedzUsuń
  11. Szkoda ogromna :( Twoje przeżycia nie są typowe tylko dla blogerek. Czytelniczki też wpadają w te pułapki, chyba na tym ten świat się kręci 😎🙂
    W każdym razie, nie przestawaj pisać. Będę czytać nawet o "cyklu reprodukcyjnym storczyków" 😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to odkręćmy ten świat i bądźmy nie tylko piękne, ale też mądre! :D
      Pisanie zostawiam już tylko na drugim blogu (co będzie koszmarne od października, bo zmieniają edytor, a nowy jest okropny), ale na IG impreza trwa dalej :D <3

      Usuń
  12. O, nieeee! Agata, uwielbiam Cię czytać! Masz taki dar operowania słowem, dowcipny język i kosmetyki, które lubię. Będzie mi Ciebie ogromnie brakowało. A to co piszesz to święta prawda. Ja przystopowałam z zakupami i ostatnio nie było u mnie posta z nowościami. Ogarniam się :D Mam nadzieję, że będę mogła Cię dalej czytać. Już zajrzałam na drugiego bloga. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oto prawdziwa stypa, wpadają same znajome twarze, a wszystkich mam ochotę wyprzytulać <3. Cieszę się, że się ogarniasz, tak jest naprawdę LEPIEJ dla głowy (że o portfelu nie wspomnę)! I ogromnie Ci dziękuję za te wszystkie lata, kiedy tu zaglądałaś i za to, że chciało Ci się napisać, pobyć ze mną i jeszcze na koniec wywalić wywrotkę komplementów, od których chodzę po świecie dumna jak paw – bo są takie wspaniałe i bo mam najlepsze Czytelniczki na świecie!

      Chlip, chlap, chlup. W kontakcie, Kochana!

      Usuń

Copyright © 2014 Agata Smaruje , Blogger